W miłości i na wojnie

 

Scenariusz gelfling21

Spisane przez gelfling21

Reżyseria CN Winters i Susan Carr

Produkcja CN Winters i Susan Carr

Dyrektor dźwięku: Steff

Edycja: Kate

Grafika: Chris Cook

Artyści: Chris Cook, David Zahir, Cynthia Taz, CN Winters

 

Zapowiedź:

Na zewnątrz

Opustoszała autostrada 80

Nevada

 

Pustynia Nevada, Styczeń, 2000

 

Kierowca oderwał jedną rękę od kierownicy ciężarówki i przetarł oczy. Pustynia była czarna jak atrament. Nawet w świetle reflektorów pustka wydawała się pochłaniać wszystko. Ledwie dostrzegał drogę przed sobą, nie widział zaś nic po żadnej ze stron. Ciężkie chmury zasłaniały niebo aż po horyzont, skrywając księżyc i gwiazdy.

Jedyny dowód na to że nadal był na drodze stanowiły światła samochodu przed nim. Był zadowolony z tego towarzystwa, mimo że było oddalone.

Drugi kierowca najwyraźniej się śpieszył. Szybko oddalił się i zniknął w ciemnościach.

Włączyło się jego radio. Przewrócił oczami słysząc głos kontrolera.

"Rob? Klient czeka. Gdzie jesteś?"

Zamiast odpowiedzieć podkręcił muzykę by zagłuszyć radio. Dodał gazu.

"Promise me son not to do the things I’ve done
Walk away from trouble if you can
It won’t mean you’re weak if you turn the other cheek
I hope you’re old enough to understand
Son, you don’t have to fight to be a man."

Śpiewał razem z CD, ziewając w czasie refrenu. Osiemnastokołowa ciężarówka jechała dalej, nabierając prędkości.

Na zewnątrz.

Opustoszała autostrada 80

Nevada

Na horyzoncie pojawiła się zaparkowana na poboczu nieoznakowana furgonetka. Mężczyzna w mundurze armii z naszytym na kieszeni "Sierżant Donnelly" opierał się o drzwi pasażera.

"Co do cholery tu robicie? Pułkownik chce miedć więźnia o ósmej, a już mamy godzinne opóźnienie. Ruszcie tyłek, Szregowy" krzyknął Donnelly w cieność.

Wzdrygnął się kiedy przeszyło go zimne nocne powietrze "Ruszajcie się" mruknął. Podniósł rę kę z papierosem i powoli zaciągnął się. Rozejrzał się ale nie dostrzegł nic nowego. Kopnął piasek pod stopami ale nie widział nawet jak się wznosi, nie widział nawet swoich stóp, tylko ciemność.

Zaciągnął się raz jeszcze i patrzył jak koniec papierosa rozżarza się - jedyny punkt światła w ciemnej pustyni.

Donnelly potrząśnął głową jakby jego oczy żartowały z niego. Stał tak patrząc na papierosa gdy punkt światła rozdzielił się na dwa - a potem trzy. Dwa punkty pojaśniały, kierując się na niego.

"Co do...!" Upuścił papierosa gdy zobaczył jadący prosto na niego pojazd. Pobiegł w stronę siedzenia kierowcy, wygrzebująć z kieszedni kluczyki. Poczuł jak przelatują mu przez palce i upadają na ziemię kiedy pojazd nadal kierował się prosto na niego.

"Kurwa!" Donnelly opadł na kolana szukająć kluczyków po omacku. Jego palce dotknęły metalu i podniósł je, razem z garścią piasku. Otworzył drzwi furgonetki i wskoczył do środka "No, już, no, już, no..."

Światła były coraz bliżej. Mógł słyszeć dźwięk silnika - coraz głośniejszy. Zbyt głośny. Donnelly zrobił jedyną rzecz jaką mógł żeby powiadomić kierowcę o swojej obecności - wcisnął klakson, ndala mocując się z kluczykami.

Na wydmie Szeregowy Mattick kończył spotkanie z matką naturą.

"Idę, idę" mruknął słysząć klakson. "W tej armii nawet się nie można odlać"

Kluczyk wreszcie trafił do stacyjki i Donnelly powoli uruchomił silnik. Wcisnął gaz i zaczłą kręcić kierownicą ale było już za późno i oślepiły go światła.

"O Jezu" powiedział cicho. To była jego ostatnia modlitwa kiedy poczuł jak przeszywa go metal.

 

Szeregowy Mattick usłyszał zgrzyt metalu. Zasunął rozporek i przebiegł przez wydmy by zobaczyć prawie całkowicie zniszczoną furgontekę. Donnelly leżał na kierownicy. Mattick podbiegł do niego i dwóch postawnie zbudowanych mężczyzn stojących przy otwartych drzwiczkach pojazdu.

-O Boże! Co się stało?

-Wszystko w porządku - odpowiedział mu spokojnie jeden z nieznajomych.

Mattick podbiegł do Donnelly'ego. Był cały we krwi. Mattick odepchnął jego ciało. Na czole była krew. I niewielka dziura. Po kuli. Zanim zdążył zareagować padly dwa ciche strzały i Mattick opadł obok Donnelly'ego.

Mężczyźni przeszli do własnej furgonetki. Po chwili zabrzmiał silnik i motocykl z przyczepą wyjaechał z furgonetki. Podeszli na tyły samochodu wojskowego i wyłamali zamek. Oświetlając wnętrze latarkami obwieścili prosto "Twoja obecność jest żądana.

Pomogli trzęsącemu się mężczyźnie pomóc dojść do przyczepy. Zepchnęli obie furgonteki na pobocze. Po chwili ruszyli dalej.

Wnętrze.-

kabina ciężarówki - chwilę później

Nevada

Starając się nadrobić opóźnienie kierowca przyśpieszył. Skręcił by zobaczyć dwie furgonetki dokładnie na swojej drodze. Próbował wcisnąć hamulec ale było za późno. Uderzył w drzwiczki. Hałas rozbijanych gitar i płyt CD towarzyszył wyginaniu metalu.

Kierowca nie miał czasu żeby chociaż krzyknąć.

Wybuchnął pożar, towarzyszący mu dźwięk eksplozji rozniósł się daleko, dosięgając trzech mężczyzn na motocyklu. Tylko siedzący w przyczepie obejrzał się.

Na zewnątrz.

Autostrada 80 - rano

Nevada

 

Drużyna odzianych w ubrania ochronne żołnierzy badała miejsce wypadku, zbierając dowody pod okiem oficera. Jeden z żołnierzy podszedł i zasalutował.

"Agent Davis" powiedział Generał ignorując salut. Nadal wpatrywał się w pobojowisko.

"Donnelly i Mattick nie żyją, generale. Ciała spalone. nie możemy znaleźć kierowcy drugiej furgonetki. A kierowca ciężarówki jest kompletnie zmiażdżony.

"Co z więźniem?" zapytał generał.

"Nie odnaleziony, Sir"

"Kto był właścicielem furgonetki?"

"Nie wiemy, Sir. Nie ma żadnych dokumentów, tablic rejestracyjnych, numeru ubezpieczenia, nic.

Generał nie odpowiedział i zapadła niezręczna cisza.

Żołnierz zawachał się zanim zapytał "Podejrzewamy zasadzkę, prawda, Sir?

"Niczego nie podejrzewamy, agencie Davis"

"Generale... co do miejscowej straży i policji..."

"Nic nie wiedzą. I niech tak zostanie. Powiedzieliśmy że to nadzwyczajne okoliczności. Tyle." Odwrócił się do młodego żołnierza. "Nie obchodzi mnie jak to zrobicie" powiedział "Ale chcę Ethana Rayne'a z powrotem!"

"Znajdziemy go, Sir, zapewniam pana."

Generał odwrócił się "do pracy"

Sierżant skinął głową, zasalutował i odwrócil się do swoich obowiązków. Generał wpatrywał się w ciemną pustynię.

 

AKT I

 

Na zewnątrz

Siedziba Rady Obserwatorów

Cleveland

Dzień obecny

"Nie wierzę! To jest genialne!" Dawn Summers uśmiechnęła się szeroko gdy Giles zaparkował pod nowymi kwaterami Rady.

"Oh?" odpowiedział Giles zatrzymując się "Sądziłem że Cleveland będzie nieco nudne po Sunnydale, Wrotach Piekieł, Glory, zmartwychwstaniu Buffy, furii Willow i tej małej wojenki z Pierwszym" zażartował.

"Nie zapominaj o kuchni Andrew" mruknęła Willow.

"Najwyraźniej się myliłem" zakończył Giles.

Dawn uśmiechnęła się szeroko "Giles! To jest takie podniecające! Nowi Pogromcy, nowi Obserwatorzy, nowa Rada..."

Spojrzała na niego. Skinął głową

"...nowa bryka" dokończyła nieśmiało.

"Ah. Tak" rozjaśnił się Giles. "To był dobry wybór, jak sądzę. Chciałabyś żebym cię zabrał na wycieczkę dookoła miasta?"

"Jasne, ale potem. Strasznie chcę zobaczyć Willow"

"Oczywiście. Ona też się niecierpliwi"

Giles wysiadł z samochodu i otworzył bagażnik. Dawn podeszła gdy wyjmował jej walizki.

"Giles..."

"Tak, Dawn?"

"Ja..." wpatrywała się w niego z lekko otwartymi ustami. Czekał ale uśmiechnęła się tylko niepewnie. "myślę że będę się tu świetnie bawić..." skinęła głową "tutaj...z wami..."

Giles spojrzał pytająco. Wzruszyła ramionami i podniosła jedną z walizek.

"Pozwól mi" powiedział i wziął od niej torbę. Razem skierowali się ku wejściu.

Wnętrze.

Pokój kowenu Willow - W tym samym czasie

Pięciu studentów wpatrywało się w płomień który buchnął z jednej z książek Willow Rosenberg. Szybko upuściła drugą książkę na ogień, tłumiąc go.

"Nie łatwiej było by powiedzieć 'fuego zniknij'o" czy coś?" zażartował jeden z uczniów.

"Zawsze jest łatwiej użyć magii - zwłaszcza przeciwko magii" powiedziała Willow "Ale nie zawsze lepiej"

"Cokolwiek załatwi sprawę" powiedziała Kennedy wchodząc do sali.

Willow spojrzała na nią i uśmiechnęła się "Tak właśnie wcześniej myślałam" odpowiedziała. "Ale porozmawiamy o tym więcej jutro.

Willow spojrzała na szesnastoletniego chłopaka o ciemnych włosach i dość mrocznym obecnie nastroju, który był odpowiedzialny za ten mały pożar.

"Sorry" powiedział zawstydzony.

"Wszystko okej, Jeffrey" westchnęła znad dymiącej jeszcze książki. "Ale na przyszłość pamiętaj że to było trochę za dużo energii jak na zwykłe zapalanie świecy. Gdyby jednak zadanie polegało na zapaleniu książki dostałbyś szóstkę" dodała.

"Dobra robota, Potter" zażartowała jedna z uczennic. Pozostałe uczennice prychnęły gdy Willow uniosła górną książkę by spojrzeć pod nią. Obie książki były przypalone, ale nie zniszczone.

"Poradzisz sobie" powiedziała Willow. "Dzisiaj skończymy wcześniej bo..."

"Boisz się że Jeff spali cały dom?" zapytał Rick, drugi chłopak w grupie.

Willow starała się powstrzymać uśmiech "Nie, ktoś z rodziny przyjeżdża do miasta" powiedziała. "A skoro macie zadania na jutro, zobaczymy się dopiero na następnej lekcji"

Klasa wyszła a Willow podniosła przypaloną książkę "Dzięki bogini alarm się nie uruchomił" powiedział gdy Vi i Kennedy podeszły do jej biurka.

W korytarzu wybuchło małe zamieszanie, razem z chórem powitań. "Ktoś do ciebie" Williw uniosła głowę na głos Gilesa by zobaczyć jego i Dawn w drzwiach.

"Willow"

"Dawnie"

Willow podeszła do niej i zatrzymała się widząc że Dawn wyrosła na piękną młodą kobietę.

Obie uściskały się, ich twarze rozjaśnione uśmiechem. Giles przyglądał im się nieświadomy własnego szerokiego uśmiechu. Skinął Vi i Kennedy by dały Dawn i Willow czas na przywitanie się.

"Dawnie, wspaniale wyglądasz! Tak się cieszę że tu jesteś!"

"Taa, ja też!" Dawn uściskała ją ponownie.

"Boże, jak ja tęskniła,"

"Ja też" powiedziała Dawn z zamkniętymi oczami, jej broda spoczywała na ramieniu Willow.

Willow przerwała uścisk i wycofała się na odległość ramienia "Chyba jeszcze urosłaś. Chciałabym żeby Buffy też tu była"

Dawn wyglądła jakby miała inne zdanie.

"O-o" westchnęła Willow. "Co znowu?"

Dawn zawachała się i odwróciłą wzrok "Nic" powiedziała po chwili "Ale... trudno nam teraz.. dogadać się"

"Jak to?" zapytała Willow. "To znaczy, czy wy dwie nie czekałyście na ten czas-kiedy-nie-musisz-zabijać-wampirów-ani-demonów-i-ratować-świata-a-potem-posprzątać żeby spędzić go razem?"

"Bycie siostrą Pogromczyni jest strasznie" powiedziała Dawn. "ale bycie siostrą EMERYTOWANEJ Pogromczyni jest... no, straszniejsze.

"Ale macie czas żeby się trochę przywiązać, nie?" zapytała z nadzieją Willow.

Dawn westchnęła "Jasne. Wiązanie jest świetne"

Willow zamrugała i roześmiała się.

Zdając sobie sprawę jak to zabrzmiało Dawn roześmiała się "O Boże, bez skojarzeń" powiedziała uderzająć Willow w ramię. :Nie, chodzi o to że potrzebuję przerwy od ciągłego "Gdzie idziesz, z kim idziesz, co będziecie robić, kiedy skończycie, i czy masz zamiar wyjść w tym?"

 

Willow zaczęła coś mówić ale zawachała się "No... to jest twoja przerwa świąteczna. Więc wyluzuj się, siostro, jakby powiedziała Faith.:"

"Faith. Na chwilę zapomniałam że ona tu jest."

"Szczerze mówiąc, nie ma jej. Ona i Robin sa w trasie. Znaleźliśmy dwie nowe Pogromczynie i pojechali po nie. A, i mamy nową Obserwatorkę, której też tu teraz nie ma. Nazywa się Rowena Allister. Jest w Nowej Szkocji na wakację, no wiesz, z rodziną. Trochę jej zazdrościłam ale kiedy Buffy zadzwoniła że przyjedziesz tu do nas... no i jesteś... sądzę że polubisz to miasto"

"Nie mogę się doczekać"

"Okej, zacznijmy od twojego pokoju"

Willow zebrała swoje książki a drugim ramieniem objeła Dawn w talii. Dawn odpowiedziała tym samym i obie wyszły z klasy, zamykając drzwi.

Moment później alarm zadziałał i woda polała się na biurka i podłogę.

Wnętrze.

Biuro - Dzień obecny

Londyn

"Tak, tak, dobra robota! Zdrowie twoje i Organizacji!"

Sir Cyryl Rodham uniósł kieliszek i opróżnił go jednym haustem. Nalał sobie ponownie.

Naprzeciw niego Ethan Rayne ledwie upił łyk szkockiej. Jego oczy opuściły Rodhama tylko na chwilę aby spojrzeć na parę kształtnych nóg w rogu pokoju. Twarz ich właścicielki ukryta była w cieniu.

"Teraz, pozwól mi powiedzieć o twoim następnym zadaniu" powiedział szybko Rodham. "Sądzę że ci się spodoba. No, może nie aż tak jak w Austrii, ale na pewno tak samo jak Beijing, jestem pewien. I mam dla ciebie przyjemną niespodziankę." powiedział radośnie. "Będziesz miał asystentkę. Kogoś bardzo zaangażowanego i zdolnego..."

"Pracuję sam" powiedział Ethan tonem który zmył uśmiech z twarzy Rodhama.

"Zapewniam cię że ta młoda dama ma talent i..."

"Nie obchodzi mnie czy to David Coperfield w różowym kimonie, pracuję sam."

"Wydaje mi się że nie rozumiesz. Dobrze ci zapłacimy"

Rodham zauważył żę oczy magika rozszerzyły się w gniewie.

"Nie można mnie kupić" powiedział Ethan po czym przerwał. "No dobrze, można. Ale moje metody nie są dla asystentek."


"Tym razem będziesz pracował z asystentką" sprzeciwił się Rodham. "A może potrzebujesz przypomnienia że uratowaliśmy ci życie i możemy je z łatwością zakończyć, tak jak życie innych na tej pustyni, wtedy. Pamiętaj kto cie wyrwał z łap Initiative, Ethan, i kto może cie z powrotem tam umieścić.

Ethan milczał chwilę, zastanawiając się nad wyborem. Odprężył się i roześmiał.

"Świetnie, zrobię to. Ale nie odpowiadam za to czy przeżyje czy nie"

Sir Cyril obserwował odkładającego szklankę Ethana i rzucił spojrzenie ukrytej w cieniu kobiecie. Ethan spojrzał na niego znowu.

"Jesteś biznesmenem, Cyril. Powiedz mi o tym zadaniu... i o pomocnicy.

"Podejdź, moja droga" Rodham powiedział to ze zwycięskim uśmiechem.

Młoda kobieta o ładnej twarzy i brązowych włosach wstała i podeszła bliżej. Stanęła obok Rodhama który ujął jej dłoń.

"Ethan Rayne, pozwolisz że przedstawię ci pannę Amy Madison.

Wnętrze.

Boeing 747

lotnisko Heathrow, Londyn

Wcześnie rano

"Witamy na pokładzie lotu 923 Patriot Airlines do Cleveland, Ohio, przez Washington, D.C. Proszę zwrócić uwagę na asystentkę lotu która zapozna państwa z naszymi procedurami bezpieczeństwa."

"Pozwól mi" powiedział miękko Ethan.

Uniósł podręczny bagaż Amy na płkę na górze i zdziwił się wagą.

"Co ty tam masz, siedemnaście tłumaczeń Anny Kareniny?"

Amy rzuciła mu uśmiech i roześmiała się.

"Nie. Tylko parę rzeczy do zaklęć" sięgneła i wyjęła magazyn po czym zaczęła go kartkować.

Ethan prychnął. Podniósł torbę wyżej i umieścił ją na półce. Kiedy to zrobil zamek rozsunął się trochę i coś wyleciało z torby lądują pod jego stopami.

Pochylił sie i podniósł to. Był to dziwny przedmiot - metalowy, ohrągły i niklowany.

"Co to?" zapytał ciekawie. "Coś nowoczesnego do zaklęć?"

"Oddaj mi to!" krzyknęła Amy.

"A może coś...niegrzecznego?"

"Proszę"

"Ale co to jest... oh!" jego wyraz twarzy zmienił się od zdziwionego do zaskoczonego po rozbawionego. "Wiem co to jest" powiedział uśmiechając się lekko. "Ale co z tym zrobisz? Przyzwiesz Boga Demonicznych Chomików na pomoc?"

"Oddaj mi to po prostu!" wycedziła Amy i sięgnęła po kołowrotek.

"Oh, proszę, powiedz że nie podróźujesz z gryzoniem!" powiedział.

Amy tylko na niego spojrzała.

Ethan roześmiał się nagle zdając sobie sprawę ze sam się wystawił. Kiedy się smiał Amy odebrała mu karuzelę. Schowała ją do torby.

"To osobiste. Nie pytaj mnie o to" ostrzegła. "Nie zrozumiałbyś."

"nie chciałbym."

"Sir, powinien pan zająć miejsce" powiedział stewardesa.

Usiadł zapinając pas "Głupi sposób podróżowania" mruknął. "Bylibyśmy tam już teraz gdybyśmy się teleportowali..."

"Cyril chciał żebyśmy się lepiej poznali" powiedziała Amy. "Myślał że podróż będzaie dobrą szansą."

"Moja droga panno Madigan...

"Madison"

"Już się poznaliśmy. W biurze Cyrila powiedziano mi jaką będziesz pełnić rolę w mojej pracy..."

"Naszej pracy"

"I jaki masz potencjał. Teraz zaś, jeśli pozwolisz, jestem zmęczony i chciałbym odpocząć."

"Nie pozwolę" powiedziała. "Cyril też by nie pozwolił. Mamy rozmawiać o pracy"

"Dlaczego? Nie wiesz co to jest?"

"Ja... Oczywiście że wiem"

"Więc nie musimy więcej o tym mówić"

"Nie mówiliśmy wogóle"

"Dokładnie."

"Słuchaj, Cyril chce..." zaczęła.

"Doskonale wiem czego chce Cyril, kochanie. Wiem też doskonale jak to zdobyć. Teraz sugeruję żebyś zrobił co ci kazano i szybko skończymi i zadanie i naszą znajomość."

"mogę zadać pytanie?"

"Jeśli musisz."

"Od jak dawna boisz kobiet?"

"Nie boję się kobiet, kochanie, tylko tych które same boją się mężczyzn"

"Żadnych zmartwień"

Ethan spojrzał w jej stronę. "Nieczego nie muszę udowadniać. Ani jako mężczyzna ani jako czarnoksiężnik"

"Cyril się nie zgadza"

Ethan odwrócił się do niej."Może. Ale podniósł mi pensję żebym cię zabral. Na co to wskazuje?"

"Może żebyś ze mną współpracował żebym nie musiała nic złego o tobie zaraportować kiedy wrócimy. Nawet ty nie chciałbys rozczarować Cyrila i Organizacji" powiedział.

"Ojej, ojej. Co chcesz wiedzieć o zadaniu?"

"Towarzystwo Dragonspear - to agencja nieruchomości, tak?"

"Tak"

"Próbują otworzyć centrum rozrywki w Cleveland, tak?"

"Tak. Opinia publiczna jest temu przeciwna. Zbyt dużo sklepów, problemy komunikacyjne, upadek małych firm, rozdzielenie rodzin, podatki - wszystko sprawia że rada miejska skłania się ku odrzxuceniu projektu, pozbawiając Dragonspear sporego zysku w Cleveland.

"Więc mamy wpłynąć na radę miejską..."

"Moja droga, nie będziemy na nich wpływać. Nagniemy ich do swojej wolu. Kiedy przyjedziemy na miejsce rzucę zaklęcie przy którym będziesz mi asystowac a które sprawi że rada zaakceptuje wszelkie propozycje Towarzystwa, nie tylko co do tego centrum. Dragonspear ma kilka innych projektów co do Cleveland. Jeżeli zaklęcie poskutkuje spróbujemy w innych miastach. Nowy Jork, Los Angeles, Waszyngton, Tokio, Hong Kong - to tylko kilka. Ale na razie, Cleveland.

"Jak masz zamiar rzucić tak potężne zaklęcie?"

"Ja się tym będę martwił. Ty rób co ci każe i żadne z nich nie będzie musiało nic złego raportować Cyrilowi Rodhamowi."

Amy odwróciła się i patrzyła przez chwilę w przestrzeń.

Ethan zamknął oczy i odprężył się.

"Panie Rayne..." zaczęła cicho Amy.

Ethan otworzył oczy "Oh, do diabła, nazywaj mnie Ethan"

"Ethan. Jestem Amy"

Ethan przewrócił oczami ale Amy zachowała kamienna twarz.

"Ethan - dziękuję. Ja... doceniam szansę pracowania z kimś twojego kalib...

"Moja droga Amy. Ucz się od zwierzchników. Naśladuj ich. Pogrążaj ich jeśli musisz, rob co tylko mozesz. Ale nigdy - nigdy - nie dziękuj im. To oznaka słabości. A słabi szybko giną.

Ethan odwrócił się tyłem do czarownicy. Zamknął oczy i pozwolił sobie zasnąć.

Amy westchnęła gniewnie. Niecierpliwie przewróciła kartki magazynu.

Sięgnęła po srebrne koło do torby. Wetknęła do niego dwa palce i zaczęła obracać kołowrotek. Patrzyła na nie skoncentrowana jak obracało sie szybciej i szybciej. W końcu jej oddech spowolnił a jej ramiona opuściło napięcie.

Wnętrze.

Pokój kowenu Willow - Później tego samego dnia

Willow patrzyła na stopy Gilesa w sportowym obuwiu przytrzymując drabinę.

"Widzisz coś?" zapytała.

"Widzę bardzo wiele rzeczy" odpowiedział jej przytłumiony głos gdzieś z sufitu. "niestety nie mam pojęcia czym mogą być.

Willow spojrzała na jego nogi i talię, jedyne części ciała nie utkwione w suficie.

"No, musi tam być coś co wygląda jak rura z wodą" powiedziała. "Ta woda nie pojawiła się znikąd" mruknęła unosząc stopę z kałuży w której stała. "Może powinniśmy wezwać hydraulika" zasugerowała tonem który wskazywał że nie mówi tego po raz pierwszy.

"Nonsens.Pokonaliśmy wampiry, demony, boginię i Pierwsze Zło" odpowiedział z sufitu. "Możemy naprawić przeciek bez wzywania sił specjalnych"

Nagły odgłos uderzenia za którym podążylo pełne bólu "Oh" spowodował że Willow spojrzała w górę. "Wszystko okej?"

"Tak, tak, całkiem nieźle. Sądzę że znalazłem problem"

"Chwała Gai" powiedziała Willow przewracając oczami.

Po chwili usłyszała okrzyk Gilesa "Już. Myślę że naprawiłem. Tak, to powinno wystarczyć, jestem pewien."

Willow cofnęła się gdy Giles zaczął schodzić po drabinie. Umieścił panel z powrotem w suficie i zszedł na sam dół.Westchnął, zadowolony i wytarł zabrudzone ręce o ubranie.

Willow starała się ukryć uśmiech ale w końcu zachichotała patrząc na niego.

"Tak, cóż" prychnął w jej stronę. "Często uzyskuję tę ręakcję po moich męskich akcjach..."

"To nie to" powiedziała. "Twoje włosy jakby tak trochę sterczą. I twarz masz jakby... no, przybrudzoną. To znaczy, przez te wszystkie lata walki z demonami i wampirami nigdy nawet nie rozdarłeś marynarki z tweedu. Spędzasz pięć minut naprawiając przeciek i wyglądasz jakbyś był w piekle i z powrotem. Dwa razy.

Giles starał się powstrzymać uśmiech i ściągnął uklaray by przetrzeć je chusteczką.

"Widzisz" powiedział "Nie ma nic złego w pracach ręcznych od czasu do czasu. Dobrze się czasem ubrudzić."

Włożył okulary z powrotem. Na szkłach zostały czarne smugi. "Cholera jasna!"

"Chodź, Panie Złota Rączka" powiedziała. "Mam lekarstwo na te smugi. Trochę mydła. Troche wody..." uśmiechnęła się "może trochę szkockiej"

Giles mruknął "ah" i wyszedł za Willow zatrzaskująć drzwi. Chwilę później drzwi otworzyły się ponownie i Giles wetknął głowę do pomieszczenia. Spojrzał na zraszacz. Zadowolony że wszystko jest w porządku zamknął drzwi.

Chwilę później zraszacz odskoczył i woda rozlała się znowu.

Na zewnątrz.

Park miejski - Później tego samego popołudnia.

Dawn odetchnęła chłodnym świeżym powietrzem kiedy szli alejką razem z Gilesm.

Giles patrzył na nią kątem oka wiedząc że coś leży na sercu tej młodej kobiecie.

Widząc jego uwagę Dawn odezwała się.

"Dzięki że wyszedłeś ze mną na ten spacer, Giles. Wiem że jesteś zajęty naprawianiem kwater."

Giles skinął głową "Nie wydaje mi się że naprawianie to odpowiednie słowo"

Dawn wydawała się go nie słyszeć "I dzięki że pozwoliłeś mi na te odwiedziny"

"Wiesz że zawsze jesteś mile widziana, ale sądziłem że Cleveland nie jest wymarzonym miejscem na wakacje, z Wrotami Piekieł i wogóle."

"Hej" uśmiechnęła się do niego. "Wyrosłam na Hellmouth, to część mojego dziedzictwa, nie? Poza tym, ty i Willow jesteście tutaj" jej uśmiech przygasł. "Tęskniłam za wami..."

Dawn przerwała, spuszczając nieco głowę.

Giles obserwował ją uważnie. Wyprzedził ją o kilka kroków odwracając się. W końcu spojrzała w jego zielone oczy.

"Dawn? Co jest? Problemy z Buffy? Czy wszystko z nią w porządku?"

"Buffy? Tak, okej" Dawn skrzywiła się i włożyła ręce do kieszeni płaszcza. "Moja pełna zrozumienia siostra która rozumie wszystkich tylko nie mnie"

Giles zwolnił na chwilę "Pokłóciłyście się?" zapytał ze współczującym uśmiechem. "Bardziej niz zwykle, powinienem dodać"

"Nie dokładnie" westchnęła ciężko Dawn. "Odmawia rozmawiania o m... osobie którą jestem zainteresowana."

"Zainteresowana? Nie kolejny wampir, mam nadzieję?"

"Nie. Skye...." Dawn zawachała się szukając odpowiedniego słowa ale było tylko jedno "... to moja dziewczyna."

Chwilę zabrało Dawn zorientowanie się że Giles nie idzie już koło niej. Obejrząła się by zobaczyć go stojącego na alejce i zaciekle czyszczącego okulary. Jego twarz nie była już tylko zaróżowiona od mrozu ale całkiem czerwona.

Spojrzał na nią by zobaczyć nadzieję na jej twarzy. "Oh" powiedział wreszcie. "Tak. Cóż. Rozumiem"

"Giles? Giles, jesteś zdenerwowany?"

"Co? Nie, oczywiście żę nie" Alby to udowodnić założył okulary. "Jestem tylko zaskoczony."

"Zaskoczony że mam dziewczynę?"

"Oczywiście że nie!" przeklął sam siebie za zbyt szybką odpowiedź. "Dobrze, może trochę" przyznał. Wziął głęboki oddech. "Myślałem że interesują cię chłopcy. Myliłem się, najwyraźniej. Ale, jestem zaniepokojony że Buffy nie chce rozmawiać z tobą o... Skye?"

Dawn skinęła głową.

"Czy to Skye stanowi problem dla Buffy, czy fakt, że jest... młodą dziewczyną? To znaczy, jest młodą dziewczyną, tak? W twoim wieku?"

Dawn uśmiechnęła się słysząć zaniepokojenie w jego głosie. "Jest seniorką w mojej nowej szkole i tak, chodzi o to że to ona, nie on." Dawn odwróciła się w stronę drzew "Wszystko jest teraz inne. Nie rozumiem tego, Giles. Zrozumiała Willow, dlaczego nie rozumie mnie?"

"Rozmawiałaś z Willow? Może mogłaby..."

Dawn potrząsnęła głową. "Jeszcze nie. Gdybym mogła wybrać wolałabym porozmawiać z Tarą, ale.. pobożne życzenia nigdzie mnie nie zaprowadzą. Poza tym, Willow to Willow. Wszystko zaakceptuje. Poza tym chodzi bardziej o Buffy. Ja jestem z tym ok, ona nie jest."

"Cóż, nadal sądzę że Willow mogłaby pomóc. Jej własne "przyznawanie się" Buffy było mało doskonałe." zauważył że Dawn chciała zaprotestować. "Tak, Buffy ją zaakceptowała, ale na początku była nieco zaszokowana, potrzebowała czasu. Jak długo wie?"

"Wróciła do domu wcześniej w zeszłym tygodniu..." Tym razem to Dawn się zaczerwieniła.

Giles zdjął okulary i zaczął je znowu czyścić.

"Tak, rozumiem" westchnął. "To musiał być szok, nie sądzisz? Jestem pewien że potrzebuje tylko czasu. Chciałabyś żebym z nią porozmawiał?"

"Tak. Nie wiem. Może... sądzę że ciebie wysłucha, Giles. I nawet jeśli się nie przyzna to szanuje twoje doświadczenie"

"Tak, cóż, nie wydaje mi się że moje doświadczenie to coś co powinienem omawiać z Buffy..."

"Nie chodziło mi o doświadczenie seksualne, Giles"

"Oh..." Giles przygryzł wargę i potrząśnął głową

"Słuchaj, nie powiem że jestem lesbijką" kontynuowała Dawn. "Ale nie chcę się ograniczać. Willow nigdy tego nie robiła i po tym jak Buffy umarła - nie zrozumiem mnie źle, wszyscy tam byliście - ale ona i Tara stworzyły mi dom. I jeśli chodzi o Skye, to bardzo ją lubię. To może być miłość...": Dawn zawachała się i spojrzała na niego. Uśmiechnęła się. "Może pomogłoby gdybyź porozmawiał z Buffy. Nie oczekuję że wszystko naprawisz ale może otworzysz ją na tyle żeby chciała mnie wysłuchać."

Giles odpowiedział jej uśmiechem "Zobaczę co da się zrobić"

"Dzięki, Giles" zrobiła jeszcze jeden krok i zatrzymała się. "I, dla wyjaśnienia, nie przyjechałam tu użalać się. Naprawdę chciałam was odwiedzić."

Giles uśmiechnął się szeroko "Porozmawiam z nią."

Dawn odwzajemniła uśmiech i podbiegła nadążająć za nim. Objął ją i szli dalej, ich oddechy zamieniały się w chmurki na mrozie.

Wnętrze

Hotel Hyatt Regency, Cleveland - Późne popołudnia

"To będzie pokój dla dwojga, Sir?"

"Pokój dla... Nie! Młoda... dama... powinna być zarejestrowana pod swoim nazwiskiem.

Recepcjonista spojrzał na parę - starszy mężczyzna i młoda ładna kobieta. "Tak, proszę pana" powiedział. Spojrzał na komputer i odnalazł jego imię "Raymond, Edward" i zapytał dziewczynę o jej nazwisko.

Zaczęła podawać prawdziwe - Amy - ale zatrzymała się w porę "Adale" zamrugała w panice "Maddington"

Ethan prychnął.

"Macie dwa pokoje z łączącymi je drzwiami, 412 i 414. Pokoje są gotowe. Zadzwonę po bagażowego.

Weszli do osobnych pokoi milcząc po drodze i zaczęli sie rozpakowywać. Ethan wyjmował ubrania powoli, wieszając je z troską i wygładzająć je dłonią.

Amy wepchneła wszystko to jednej z półek nie zwracając uwagi na wystający rękaw jednej z bluzek. Weszła do łazienki i włączyła prysznic, po czym przełączyła telewizor na stację muzyczną. Rozglądając się nerwowo wyszła z pokoju i rzuszyła korytarzem, trzymając się blisko ściany, ku windom.

Na zewnątrz.

Cleveland. Dzień.

Amy wyszła z hotelu Hyatt Regency i weszła do centrum handlowego Arcade. Cały tłum ludzi robił zakupy przed Świętem Dziękczynienia. Przebiła się przez tłum i znalazła budkę telefoniczną.

"Centrala zagraniczna"

"Tak, chciałabym zadzownić do Londynu, pod numer..."

Wnętrze

Hyatt Regency - w tym samym czasie.

Ethan walnął w drzwi pomiędzy pokojem własnym a tym należącym do Amy. "Zapytałem czy mogłabyś wyłączyć to piekielne radio!" Nasłuchiwał uważnie. Przysznic. Westchnął ciężko i zaczął się rozbierać by samemu się wykąpać.

Na zewnątrz.

Centrum handlowe - w tym samym czasie.

"Tak, Cyril, dzwonię z budki. Tak, użyliśmy fałszywych nazwisk. Teraz, co chcesz żebym zrobiła? Zaklęcie przebudzenia... tak... Wrota Piekieł są gdzie?" Amy wyjęła notes i pióro i zaczęł anotować. "Nic mu nie powiem. Nigdy sie nie dowie. Cóż... dziewczyna musi iść na zakupy w dużym mieście, prawda? Nie będzie chciał iść ze mną. Wtedy to zrobię. Jasne. Do zobaczenia."

Amy rozejrzała się zanim odwiesiła słuchawkę. Wróciła do pokoju prawie tak szybko jak wyszła.

Wnętrze

Hyatt Regency - chwilę później

Kiedy Ethan wyszedł spod prysznica na jego telefonie była wiadomość. Podniósł słuchawkę i wybrał numer sekretarki. Odezwął się głos Amy"

"Hej, Eth.. to znaczy... Edward. Tu Adele"

"Nie żartuj" odpowiedział Ethan do nagrania.

"Pomyślałam że może zjedlibyśmy obiad skoro to pierwsza noc tutaj zanim zaczniemy pracę. Możemy zrobić plany na jutro. Daj znać jak tylko to odsłuchasz.

"Cholera" mruknął i walnął w drzwi.

Amy otworzyła je i wpatrzyła się w niego, zdziwiona.

"Oh, przepraszam" powiedział podciągając ręcznik który zwisał na jego biodrach "ale powiedziałaś żeby dać znać jak tylko dostanę wiadomość. Będę zaszczycony wspólnym obiadem. Jak tylko ubiorę coś na siebie."

Zauważył wyraz twarzy Amy

Uśmiechnął się lekko "Albo możemy coś zamówić tutaj a ty możesz coś zdjąć..."

Uniosła szybko wzrok i zauważyła przekorny wyraz jego oczu. Posłała mu wrogie spojrzenie i zatrzasnęła drzwi.

Ethan roześmiał się.

Wnętrze.

Salon Willow - Wieczorem

"Gdzie mała?" zapytała książka Willow.

"Hmmm?" Willow opuściła ją i spojrzała na Kennedy. Młoda pogromczyni leżała z głową na jej kolanach kiedy ona czytała.

"Mała?"

Kennedy zrzuciła stopy z kanapy i usiadła "No wiesz, Summers Druga"

"Oh, Dawn" uśmiechnęła się Willow. "Położyła sie wcześniej. To wszystko, lot, wycieczka wokół szkoły - troche się zmęczyła, jak sądzę."

"Więc... mam cię tylko dla siebie"

"Zawsze masz"

"To zróbmy coś. Nudzę się"

"Oh. Okej. Chcesz posłuchać o tej książce? Jest naprawdę fascynująca"

Wyraz niezainteresowania na twarzy Kennedy odpowiedział za nią.

"Okej. Zła. Zła książka" Willow uderzyła okładkę i odłożyła książkę na stoliku do kawy. "To może partia szachów? Nie jestem tak dobra jak Giles ale moge grać całkiem brutalnie..."

"Nie umiem grać w szachy"

"No... mogłabym cie nauczyć... to będzie zabawne. I miło byłoby choć raz wygrać. Giles zawsze wygrywa."

"Nie byłam zainteresowana nauką gry w szachy kiedy tata próbował mnie nauczyc w trzeciej klasie. I niespodzianka! Nic się nie zmieniło. Co powiesz na warcaby?"

Willow zmarszczyła czoło, myśląc "A może cos zjemy? Nie wiem jakk ty, ale mi gotowanie Andrew nie zawsze odpowiada. Widziałam nowy lokal z sushi niedaleko co wygląda..."

"Nieżywe, nieugotowane mięso ryb? Czy wyglądam na fokę? A może włoskie? Lubie włoskie"

"No... makaron nie powoduje u mnie miłego uczucia w brzuszku ale... pizza jest dobra! Miła pizza pepperoni i trochę wina tutaj przed kominkiem... mam wideo które możemy obejrzeć, o Hiszpańskiej Inkwizycji, jeszcze go nie widziałam"

Kennedy roześmiała się "Nikt się nie spodziewa Hiszpańskiej inkwizycji"

"Huh?"

"Monthy Python? Fotel i fanatyczne oddanie papieżowi? No wiesz? Okej, nie wiesz. No, może nie wiesz. Możemy więc to obejrzeć."

"Um, taa, ale ja, no, nie jestem przywiązana do brytyjskiego humoru"

"Daj spokój. Lubisz Gilesa i musisz przyznać, jest całkiem zabawny"

Willow wzruszyła ramionami "On nie jest już taki brytyjski. Trochę się zamerykanizował.

Kennedy spojrzała na nią niecierpliwie. Zaczęła niecierpliwie uderzać palcami w udo.

"Wszystko w porządku, Skarbie" powiedziała Willow. "Możemy obejrzeć Monthy Pythona jeśli chcesz"

Kennedy uderzyła palcami jeszcze kilka razy i zatrzymała się "Mam pomysł" powiedziałą z uśmiechem. "Chodźmy do sypialni, rozbierzmy się i włączmy Przeminęło z Wiatrem. Tak, kosz popcornu... i, właśnie, i ty! Dwie Scarlet to dokładnie to czego potrzebuję. Wchodzisz?"

Willow zawachała się i na jej twarzy rozbłysł szeroki uśmiech "Będę pierwsza:" powiedziała ruszając w stronę sypialni, za nią ruszyła Kennedy.

Koniec Aktu Pierwszego

 

AKT II

Wnętrze

Kuchnia Obserwatorów - Ranek

Dawn radośnie wtargnęła do kuchni

"Hej"

"Aiiieeeek!" Andrew odwrócił się, fartuch falujący jak spódnica. Pogroził dziewczynie metalową packą "Nie rób tego!" powiedział.

"Albo co? Zaatakujesz mnie?"

"Kiedy cię opuściłem" powiedział trzymając packę jak miecz przed sobą "Byłem tylko uczniem. Teraz" Odwrócił się żeby podnieść jajko sadzone "Jestem Mistrzem kuchni"

Nieznaczny ruch przy kuchennym stole przykuł uwagę Dawn i odwróciła się by pochwycić spojrzenie przewracającego oczami chłopca z ciemnymi włosami i jasnymi niebieskimi oczami.

"Hej" powiedziała Dawn siadając.

"Mm"

"Jestem Dawn"

"Wiem"

"Wiesz?" zapytała z zaskoczeniem

"Duh! Dawn Summers, Klucz, młodsza siostra Pogromczyni, maskotka Scooby. Spike sie tobą opiekował i widziałaś ducha matki. Walczyłaś z Pierwszym kiedy wszyscy inni wokoło byli Pogromcami. Ale jesteś ładna. Wiec coś w tobie jest.

"A ty jesteś kim do cholery?"

"Jeff. Jeff Lindquist"

Dawn zawachała się "J-jasne. Podpalacz" zauważyła księzgę zaklęć przed nim. "Planujesz podpalić coś jeszcze?" zapytała.

Podniósł ją na chwilę by mogła zobczyć tytuł. Spojrzała przez sekundę na dziwną czcionkę.

"Czytasz to w Sumeryjskim?"

Kolejny przewrót oczami. "Niewiele wiesz. To antyczny Sumeryjski"

"Każdy Sumeryjski jest antyczny. To martwy język" mruknęła. "Ale na pewno też to wiedziałeś... Więc, jak się nauczyłeś Sumeryjskiego?"

Jeff odłożył książkę "Mama mnie nauczyła. Uczy tutaj. Mieszkamy w Kwaterach Obserwatorów. A ty?"

"Mieszkam z siostrą"

"Ponownie "duh!" Chodzi mi o to kto ciebie uczył.

"Oh! Giles zaczął a potem kontynuowałam sama..."

Nadal rozmawiali kiedy Andrew przypalił jeszcze trochę śniadania.

Wnętrze.

Rada Miejska - Rano

Willow stała przy okienku czekając aż urzędniczka skończy z dokumentami dotyczącymi systemu alarmowego Rady.

Nie zauważyła młodej kobiety która wymknęła się z biura po przeciwnej stronie sali. Amy właśnie założyła ostatni z talizmanów w ratuszu.

"Jest pani pewna że chcecie zakodować wszystkie wykrywacze ognia?" zapytała urzędniczka. "Bo to nie tylko hydraulika ale też elektryczność:

"Oh, tak, wszystkie bez wyjątku na każdy rodzaj dymu" powiedziała z uśmiechem Willow.

Urżedniczka odwzajemniła uśmiech.

Ethan podszedł do Amy która wyglądała zza rogu.

"Jeśli próbujesz wyglądać niewinnie to wyglądanie zza rogu nie pomaga. Czy mogę zaproponować zaklęcie niewidzialności? Wtedy nikt by cię nie musiał oglądać" mruknął.

"Cicho" szepnęła.

"Ojej-jej. Wyglądamy jakbyśmy ducha zobaczyli. Nie martw się. Jestem pweien że byłby bardziej przerażony. Jeśli ma jakiś gust.

Amy zignorowała go. Podszedł bliżej i spojrzał na salą. Przy okienku obsługi petentka radośnie dyskutowała z urzędniczką. Obejrzał się na Amy zastanawiając się jej zainteresowaniem ta rozmową.

"Znam ją" szepnęła. "Może mnie wydać"

"Oh, cóż więc, w takim razie najlepiej będzie jeśli będziesz tu stac i czekać aż cię zauważy"

Głos petentki dotarł do Ethana

"A innym razem, ledwie skończyłam uczenie klasy czujnik znowu odskoczył"

Ethan powoli odwrócił głowę, niepewny dlaczego głos wydał mu się znajomy. Co mogł widzieć to rude włosy. Nagle petentka upuściła pióro i kiedy się podnosiła smiejąc sie razem z urzędniczką Ethan mógł przyjrzeć się jej twarzy.

"Proszę proszę" Co za zbieg okoliczności. Ale co ona tu robi?"

"Też ją znasz?"

"To przyjaciółka Pogromczyni. Holly... Cherry... Wisteria..."

"Willow" podpowiedziała Amy. "Willow Rosenberg"

"Tak. Wieść w zaświatach niesie że miała jakies problemy z czarną magią. Obdarła kogos ze skóry tylko na niego patrząc - bardzo potężna, jak mówią" powiedział z zachwytem w głosie.

"Skąd o tym wie..."

"Skąd ty ją znasz?" wyzwał Ethan.

"Mieszkałam w Sunnydale. Chodziłam tam do szkoły z Buffy, Willow i resztą...."

"A, tak, Pogromczyni i jej Droopies"

"Scoobies" poprawiła Amy.

"Nieważne. Więć, skoro ich znasz, wliczając, być może, kogoś zwanego Rupert Gi..."

"Shhh! Chodź, tędy" Amy pociągnęła Ethana do siebie, przyciskając swoje usta do jego. Przytrzymała jego głowę wplatając dłonie w jego włosy.

Willow skręciła za róg w kierunku wind i zobaczyła parę - kobieta była prawie całkiem ukryta za mężczyzną - w rogu. Uśmiechnęła się i ruszyła dalej.

Ethan wzdyrgnął się lekko. Rzuciła okiem na windy i zauważyła że Willow nadal tam jest. Przyciągnąła Ethana bliżej, wbijając mu paznokcie w skórę.

W windzie Willow przestępowała z nogi na nogę starając się nie patrzeć na zakochaną parę. W końcu winda przyjechała i po chwili drzwi otworzyły się.

"Winda... jest... um... tutaj" powiedziała cicho. Para nawet się nie ruszyła. Uśmiechnęła się nerwowo i weszła do środka. "Potrzebny wam pokój" mruknęła wciskając przycisk.

Drzwi zamknęły się...

...I w korytarzu rozległo się plaśnięcie.

"Co?" zaprotestował Ethan z ręką przy twarzy. "Ty zaczęłaś... Flirciara"

"Chodź" powiedziała Amy "Chcę zobaczyc gdzie idzie"

"Albo do kogo idzie" mruknął Ethan gdy spieszyli ku schodom.

Willow wyszła z ratusza i skierowała się ku samochodowi. Ami i Ethan ostrożeni opuścili budynek chwilę później.

"Tam jest" powiedziałą Amy

Razem z Ethanem zachowali dystans śledząc rudowłosą.

Willow zatrzymała się przed srebrnym Aston Martinem i Ethan wysunął rękę zatrzymując Amy.

"Ripper" powiedzial na wdechu.

"Kto?" zapytała Amy patrząc na Willow i Gilesa w samochodzie.

"Nadal rwiesz spódniczki, co, przyjacielu?"

"Mówisz o Gilesie? Taa" prychnęła Amy. "Buffy była jego małą pogromczynią a teraz Willow jest jego małą czarownicą.

"Oh, słodki dźwięk zazdrości tak ładnie przykrywa co... czystą nienawiść?

"Nie chodzi o nienawiśc, tylko o moc. Ona ją ma, a ja ją chcę"

"Szybko" powiedział Ethan. "Odjeżdżają. Taxi!"

Żółta taksówka podjechała i Ethan wskoczył do środka ciągnąc za sobą Amy.

"Dokąd?" zapytał taksówkarz.

"Jakkolwiek głupio to mówić" odpowiedział Ethan "Za tym samochodem!"

Nie minęło dużo czasu zanim opuścili centrum i zaczęli się kierować ku wybrzeżu jeziora Erie. Kiedy srebrny samochód wjechał na drogę ku dużemu ceglanemu budynkowi Ethan zatrzymał kierowcę i wysiadł.

"Zaczekaj na nas" polecił kierowcy. "To nie potrwa długo."

"Nie płaca mi za czekanie"

"Zapłacimy. I to ładnie" Ethan błysnął plikiem banktotów.

"Nie ma sprawy" kierowca uśmiechnał się gasząc silnik.

Ethan i Amy ostrożenie pokonali resztę ulicy uważając by nikt ich nie zauważył. Zatrzymali się w pewnej odległości zasłonięci przez grupę drzew i patrzyli.

Trzy młode dziewczyny wyszły z budynku na przywitanie Gilesa i Willow. Grupa skierowała się ku drzwiom.

"Więc, Ripper, założyłeś tu sklepik. I wywiesiłeś logo Obserwatorów. Ale gdzie twój Pogromca?" mruknął

"Nie ma jej tu. Nie jest już z Gilesem" powiedziałą Amy. "Ale ta dziewczyna - ta na końcu, z długimi włosami, to siostra Buffy, Dawn."

"Cóz" Ethan spojrzał na Amy jakby widział ją po raz pierwszy "Wygląda na to że dużo wiesz o Ripperze i jego małej czerwonej czarownicy i przyjaciołach. Wygląda na to że zmęczyły go blondynki i przerzucił się na rude"

"Uwiesz mi" powiedziała Amy "między Gilesem a Willow nic nie ma. Nie w ten sposób"

"Oh, nie znasz Rippera tak jak ja"

Amy prychnęła "Ty nie znasz Willow"

"Rozumiem. Jest grzeczną dziewczynką"

"Nie. Jest lesbijką"

"Ah. I jesteś absolutnie pewna że nie jesteś zazdrosna?"

Wnętrze.

Pokój Ethana - Hyatt Regency Hotel - Wieczorem

Tej nocy, samotnie w swoim pokoju Ethan siedział ze skrzyżowanymi nogami, bez koszuli. Przed nim stał krąg świec, każda połączona z kawałkiem sznurka. Pośrodku koła leżał kawałek papiru z wypisanym adresem nowej siedziby Rady Obserwatorów. Pod papierem leżało stare zdjęcie młodego i długowłosego Ruperta Gilesa grającego na gitarze elktrycznej.

Ethan podniósł zniszczone zdjęcie i spojrzał na nie.

"Co za strata" powiedział cicho. "Miałeś tak wiele i..." zatrzymał się i westchnął głęboko. "I wszystko odrzuciłeś" zakonczył z urazą "No, cóż" powiedział grobowym tonem "Zobaczymy czy uda nam sie to naprawić"

Podniósł garść ziół i zawinął je w papier. Położył zawiniątko na zdjęciu i rozlał kilka kropel olejku. W końcu zaintonował:

"W tą czarną noc

Moc czerwonych płomieni

Niech zło, dla ciebie

Się nie zmieni

I dla tych co z tobą

Są złączeni

Tożsame będzie

Niech chaos się pleni"

Złączył dłonie. Ogień buchnąłspod zawiniątka pochłaniając je całe bez śladu, zostawiając nienaruszone zdjęcie.

Wnętrze.

Pokój Amy - Hyatt Regency Hotel - Wieczór

W sądiednim pokoju Amy pracowała nad własnym zaklęciem. Nie miała zdjęcia ani wizerunku Willow więc Ethan go dla niej narysował. Nie był to zły portret, wystarczający do zaklęcia. Płomień pochłonął wszystko, także zdjęcie, pozostawiając tylko popiół.

Wnętrze.

Pokój Ethana - Hyatt Regency Hotel - Wieczór

Ethan podniósł zdjęcie Gilesa i uśmiechnął się prawie ciepło. "Wiesz, stary przyjacielu" powiedział do wizerunku. "Cyril miał rację. Zaczynam lubić tą pracę..."

Wnętrze.

Kuchnia Obserwatorów - Ranek

Andrew zauważył to pierwszy. Woda z kranu na zimną wodę leciała wrząca, zaś z tego z którego powinna lecieć ciepła była lodowata. Giles też to zauważył, kiedy jego poranny gorący prysznic uderzył go z całym ciepłem góry lodowej.

W salack lekcyjnych światło zapalało sie i gasło jak chciało. Dwie świetlówki w dormitorium dziewcząt zabłysły parę razy po czym przepaliły sie wysyłając kaskadę iskier.

Dawn nie miała pojęcia co sie dzieje śpiąc smacznie w swoim pokoju.

Jej budzik włączył się głośno i rozbudziła się na tyle by uderzyć go mocno i wyłączyć. Przeturlała się na drugi bok i przykryła głowę kołdrą. Budzik zadzwonił ponownie. Wyłączyła go. Zadzwonil jeszcze raz. Wyłączyła go znowu. Dzwonił cały czas więc wyjęła baterię i rzuciła je na podłogę gdzie potoczyły sie pod łóżko. Wszystko było cicho więc odpręzyła się i opadła na poduszki.

Roleta okienna wystrzeliła w górę z taką siłą że rolka aż sadła na podłogę. Światło oślepiło Dawn. Wzniosła oczy ku niebu i westchnęła głęboko.

Wnętrze.

Ratusz - Rano

"Już powinni odczuwac pierwsze efekty" powiedział Ethan kiedy razem z Amy kierowali się do Ratusza by dokończyc swą pracę.

"Nie łapię tego" powiedziała Amy. "Co jest między tobą a Gilesem?:

"Więcej niż kiedykolwiek przyzna" powiedział poważnie Giles.

"Cóż, jeśli chcesz pomocy..."

"Moja droga, Ripper jest hedyną osobą co do której nie potrzebuję żadnej pomocy. Teraz, skończmy rozmieszczanie tych talizmanów. Potrzebujemy jeszcze kilku a potem możemy zacząć zaklęcie"

"Sądzę że próbujemy za dużo. Nie możemy aż tylku ludzi kontrolować. Cała Rada miejska i..."

"Tak, ale wiedzisz, moja droga, droga asystentko... To są politycy - łatwo na nich wpłynąć i ich kontrolować. Byłoby inaczej gdyby umieli stawiać opór. Nawet jeśli jeden czy dwóch potrafi, ale nie stanowią dla mnie wyzwania.

"Albo dla mnie"

"Wszyscy tak mówią"

Amy odwróciła się gwałtownie i spojrzała na niego gniewnie ale Ethan szedł dalej jakby nie zwrócił na to uwagi. Stała na chodniku, zatopiona w myślach.

Ethan odwrócił się do niej.

"A teraz pracuję sam?" zapytał. Nie czekał na odpowiedź. "Cóż, od początku tego chciałem" otworzył drzwi i wszedł nie mówiąc nic więcej.

Amy podążyła za nim.

Wnętrze.

Pokój kowenu Willow - Popołudnie

Willow weszła do klasu, uśmiechając się. Rozejrzała się i zauważyła że gość, Dawn, wybrała miejsce koło Jeffa. Jak zwykle wszyscy uczniowie - i Dawn - stali dpoóki Willow nie powitała ich błogosławieńswtem.

Błogosławiona niech będzie ziemia

Błogosławione niech będą wody

Błogosławione niech będzie niebo

I my, synowie i córki.

Błogosławione niech będą nasze ręce

Błogosławione niech będą nasze umysły

Błogosławione niech będzie nasza praca

Przez którą pomagamy ludzkości.

Błogosławieni bądźcie, błogosławieni bądźcie, błogosławieni bądźcie.

I jak zwykle Willow poleciła im wykonać proste zaklęcie - Tego dnia było nieco bardziej wymagając - przysunąć krzesła bez dotykania ich.

Willow zademonstrowała pierwsza, patrząc na swoje krzesło. Niemal natychmiast ruszyło, drapiąc podłogę. Zatrzymało się w wystarczającej odległosći żeby mogła wygodnie uśiąść.

Zapanowała chwila ciszy i młodzi adpeci zaczęli patrzyć we własne krzesła. Dawn wzruszyła ramionami i sama spróbowała.

Na początku kilka krzeseł gwałtownie zarysowało podłogę, ale po chwili dołąćzyły pozostałe - z wyjątkiem dwóch. Studenci zajęli miejsca.

Krzesło Dawn zaczęło się kołysać, porzykuwając uwagę Willow. Jej oczy zwęziły się. Rozmowy dziewcząt w klasie ucichły kiedy Willow wstała. Krzesło Dawn hałasowało odsuwając się.

Wtedy Willow zobaczyła przebiegłu uśmiech na twarzy Dawn. Spojrzała na dół, na żródło magii Dawn - jej stopę. Nastolatka przesuwała krzesło kopiąc je lekko.

"Dawnie" roześmiała się Willow.

"Mam cię" uśmiechnęła się Dawn.

Krzesło Jeffa - które nie ruszyło się ani na centymetr - nagle ruszyło korytarzme pomiędzy biurkami. Dwóch uczniów odskoczyło żeby uniknąć kolizji. Uderzyło ścianę z hikiem. Krzesło rozleciało się.

Zapadła cisza. Wszyscy patrzyli najpierw na krzesło, potem na Jeffa który stał z zaciśniętymi pięściami i zdenerwowanym wyrazem twarzy.

Willow zadrżała - I znowu, trocę za dużo energii jak na..."

"Wow" powiedziała Dawn. "To było... Wow. Nawet Will nie yła tak silna kiedy..."

Dawn usłyszała prychnięcia dziewcząt.

Jeff odwrócił wzrok. Przysunął sobie inne krzesło i usiadł.

Dawn cicho zajęła swoje miejsce.

Willow posłała spojrzenie prychającym dziewczętom ale powiedziała miękko "To dobrze mieć moc. Czasami jednak panowanie nad nią może byc trudne. Przychodzi z wiekiem, ćwiczeniami i cierpliwością. I opłaca się. Wierz mi"

Uśmiechnęła się i usiadła, ale jej krzesło wystrzeliło do tyłu uderzając w ścianę a Willow wylądowała na podłodze. Studenci wychylili się by zobaczyć ją siedzącą na podłodze, z bólem na twarzy i masującą swoje cztery litery.

Spojrzała w górę. "Jeffrey, chciałabym z tobą p;orozmawiać po lekcji. Wszyscy, usiądźcie, ostrożnie. i niech nikt się nie odzywa i niec nie robi. Postarajmy się zająć pracą.

Dawn szepnęła do Jeffa "Przyjacielska rada - nie wkurzaj Willow"

Jeff spojrzał na nią "To nie ja" powiedział z irytacją

"Co powiedziałeś?" zapytała Willow.

Jeff spojrzał na nią "Że to nie byłem ja" powiedział głośno.

Uczniowie ponownie prychnęli. Willow spojrzała na niego jakby chciała cos powiedzieć ale coś w spojrzeniu Dawn powstrzymało ją. Wescthnęła i kontynuowała wykład.

"Jeśli to nie ty: szepnęła Dawn "To kto?"

"Nie wiem. Ale kiedy się dowiem..."

"Shh... " powiedziała Dawn łapiąc spojrzenie Willow. "potem się tym zajmiemy"

Jeff odwrócił się i zamrugał zdziwiony. Dawn uśmiechnęła się i niespodziewanie dla samego siebie także się uśmiechnął.

 

Cięcie do:

Wnętrze

Ratusz - Późnym rankiem

Godzinę później Ethan i Amy wyszli z Ethanem niosącym listę.

"Jutro porozmawiamy z Radnymi" powiedział. "Jak tylko przygotuję wszystko czego potrzebujemy."

"Świetnie" powiedziała Amy. "Chciałabym iść dzisiaj na zakupy"

Ethan zatrzymał się "Zakupy? Sądziłem że będziesz mi towarzyszyć do małego domku Rippera i..."

"Tak, jasne, chciałabym. Nprawdę. Ale ja... no, dziewczyna potrzebuję kilku rzeczy. Będzie czas na zajęcie się Ri-Gilesem. I Willow.

"Rozumiem. No cóż - spotkamy sie wieczorem w hotelu."

Uzgodniwszy to rozdzielili się biorąc osobne taksówki.

"Gdzie?" zapytał kierowca Ethana.

"Widzisz tą taksówkę która odjeżdża?"

"Taa"

"Za nią"

Korytarz, Akademia Obserwatorów

Południe

"Myslisz się, Ken. Co do Jeffreya i jego intencji"

"Willow, wysunął twoje krzesło spod twojego zgrabnego tyłka"

"No, może. Okej, niech ci będzie. Ale jest tylko dzieckiem i ma dużo... potencjału. Ale musi się nauczyć nad tym panować. Poza tym, jest nastolatkiem z burzą hormonów i - i wiem że to źle działa na magię, te hormony.

Kennedy spojrzała na nią ze zniecierpliwieniem. "Nie. Źle robisz pozwalając mu chopdzić na twoje lekcje. Nie radzi sobie. I poza tym, ma problemy nawet nie używając magii. A może zapomniałaś o incydencie z praniem?"

"Wszystko wróciło. Nawet bielizna..."

"Halo? Wysadził pralkę w powietrze dokładnie wtedy kiedy urzędnicy rady przyszli tu dać Gilesowi zezwolenie na prowadzenie szkoły..."

"Ale żadna bielizna nie ucierpiała"

Kennedy odwróciła się, oburzona.

"I mieliśmy ten ładny, morski zapach..."

"Willow! Nie o to chodzi" nalegała Kennedy.

"Słuchaj, Ken, bycie twoją dziewczyną, i mówię to w dobrym sensie, nie jest twoją specjalnością. Tak, chłopak ma problemy emocjonalne i lubi zamieszanie, ale nie jest inny niż ja byłam i.. i może gdyby mi ktoś pokazał co jest dobre a co złe... Powiedzmy że wiele rzeczy byłoby inne.

Kennedy nie wyglądała na przekonaną "A co jeśli będzie chciał dołączyć do kowenu? Nikt go tam nie chce."

"Nie może dołączyć do kowenu"

"Dobrze. he? Dlaczego? Umie czarować, źle, ale umie - więc dlaczego nie może? Nie że się kłócę"

"Poza tym że każdy wliczając ciebie uważa go za czarną owcę? Bo nie jest pełnoletni. A musisz był żeby dołączyć. Niektore rytuały i zaklęcia są dla dorosłych. A niektóre są wykonywane nago. Zaczyna się od płaszczy, ale potem..."

"Się je zdejmuje?" zapytała uwodzicielsko Kennedy odwracając się do Willow.

"Taa. One..."

Kennedy sięgnęła do ust Willow i przez chwilę całowała ją miękko.

"Może ja bym chciała dołączyć do twojego kowenu" pwoeidziała. "A może same powinnyśmy mieć taką imprezę"

"Zaklęcie"

"Właśnie."

"mmmm Ken... mmmmmm... Ken, kotku, muszę zejść na dół i skończyć opracowywanie następnych lekcji. Zobaczymy się na kolacji a potem możemy... znaleźć kilka płaszczy.

"Paszcze? Brzmi świetnie" uśmiechnęła sie szeroko. Pdwróciła się i ruszyła korytarzem na nastepne zajęcia

"Powiedziałam Płaszcze" krzyknęła Willow za nią. Odwróciła się i zaczęł aprzedzierać przez tłum studentów.

Otworzyła stalowe drzwi ignorując napis "Nie wchodzić, zagrożony teren". Rozbłysło światło. Czekała aż jej oczy przyzwyczają się do niego. Zaczęła powoli schodzić. Zdążyła zejśc cztery czy pięć stopni.

I wtedy się zaczęło.

Jej nogi zamieniły sie w galaretkę. Zakręciło jej się w glowie. Chwyciła poręcz ratując się przed upadkiem. Ale poręcz wygięła się jakby zrobiona z plasteliny.

"Oh!" krzyknęła i upadła.

Spadła na półpiętro i przez chwile się nie ruszała. Jej żołądek sie wywrócił. Nie mogła oddychać. Rozkaszlała się przy oddechu.

Chciała wstać ale jej prawe kolano bolało jak diabli. Coś mokrego spłynęło po jej czole i policzku do ust i rozpoznała smak krwi.

"Ken" pwoiedziała trzęsącym się głosem i próbowała ponownie wstać. "Gi.."

Jej ramiona nie wytrzmały i uderzyła o podłogę. Leżała nieprzytomna w świetle promieni słonecznych, pokryta pyłem.

Na zewnątrz

Hyatt Regency Hotel - Popołudnie

"Wysiądę tutaj" powiedział Ethan kiedy taksówka Amy zaparkowała przed hotelem.

Podał kilka banknotów taksówkarzowi i wysiadł.

"Hej, pana reszta..." zawołał kierowca.

Ethan westchnął "Zmarnowane pieniądze" powiedział. "A może..." Dobrze ubrana starsza kobieta przechodząca obok posłała mu dziwne spojrzenie.

Ethan wszedł do hotelu za Amy i zobaczył zamykane drzwi windy. Wsiadł do drugiej i wjechał na ich piętro. Przybył na czas by zobaczyc jak zamykają się drzwi jej pokoju.

Cicho wszedł do swojego pokoju i przysunął sie do drzwi dzielących ich pokoje. Przytknął do nich ucho.

"Błogosławieni bądźcie bogowie ciemności, źródło mojej mocy, moi przewdonicy, i moja siło..."

Ethan słuchał uważnie jak Amy intonowała zaklęcie. Zamknęła pentagram i zapaliła świece w jego rogach.

"...wzywam was do tego świata"

Oczy Ethana rozszerzyły się kiedy rozpoznał zaklęcie.

".. przebudźcie się, odetchnijcie tym światem i rozbudźcie swój gniew. Cienie, ożyjcie w wietrze i w wodzie, i w ziemi, i w ogniu, niech żywioły służą wam i wypełnia wasze życie."

Amy zapałiła składniki zaklęcia. Zaczęły dymić i rozbłysły. POjawił się niwieleki płomień który szybko urósł.

"Przebudźcie się! Przebudźcie się i przybądźcie! Przebudźcie sie i pobłogosławcie mnie!"

Kolorowe cienie pojawiły się na jej twarzy. Płomień zgasł.

Amy spojrzała w dół. Wszystkie składniki znikły. W misce nie byó nic.

Uśmiechnęła się.

Na JAnusa i wszystkich bogów" szepnął Ethan za drzwiami. "Coś ty zrobiła"

Ethan odczekał chwilę zanim usłyszał jak wychodzi. Poszedł za nią z pokoju aż do centrum Arcade do budki telefonicznej. Słuchał jak wymienia imię Cyrila Rodhama i mówi cos o zakończaniu zadania. Wyłączyła sie i poszła do sklepu.

Ethan poczekał chwilę i wszedł do budki. Wybrał numer. "Mówi Rayne. Potrzebuję informacji. Czy jest jakieś uśpione Hellmouth lub brama w albo koło Cleveland. No, Cleveland, New Jersey, jasne żw w Ohio! Tak, poczekam, jakbym miał wybór.

Wnętrze

Szkoła Obserwatorów - Korytarz

"Gdzie idziemy?" zapytała Dawn

"Miejsce sekretnych zgromadzeń"

"Miejsce tajnych spotkań?"

"Zgromadzeń! Tam się gromadzimy. Kiedykolwiek klasa chce rzucić zaklęcie bez Willow ida właśnie tam"

"Taa. To i palenie papierosów i picie piwa"

"Skoro jest takie tajne to skąd wiesz?"

"Bo ich sledziłem I patrzyłem i słuchałem. Nudne. Cały czas mówią o tym samym, o ubraniach i chłopcach... i o mnie"

"Co mówią o tobie?"

"To co zwykle"

Z wyraz