Kolejny rok na karku

 

Akt Trzeci

 

 

 

Cięcie do
Wnętrze
Samochód Gilesa – Wieczór

Xander patrzył przez okno na mijany krajobraz. Giles wrzucił wyższy bieg a po chwili zwolnił gdy dotarli do świateł.

„O-obawiam się że miejskie ulice nie są dobrym miejscem na pokazanie co potrafi ten utalentowany automobil” powiedział patrząc na milczącego młodzieńa. „Kiedy mam wolny dzień zabieram go na przejażdzkę, ale to nie to samo co w Californii”

Xander mruknął „Ah-ha” a światło zmieniło się na zielone. Giles westchnął. „Na miłość boską, Xander, pobaw się chociaż radiem”

„Radiem?” zapytał Xander w końcu odwracając się ku starszemu mężczyźnie”

„Nie wierzę że siedząc w tym samochodzie nie chcesz się pobawić nawet jednym gadżetem”

Xander wzruszył ramionami “Znasz miejsce gdzie można napić sie piwa, Giles?” zapytał. „To świetny samochód, ale jakoś nie mam nastroju na zabawę”

Giles skinął głową i skręcił w lewo na skrzyżowaniu.

Cięcie

Wnętrze

The Oak Room Pub – Wieczór

Pub był ciemny I cichy. Kilku klientów siedziało przy barze oglądając mecz krykieta. W kącie lokalna liga strzałek rozgrywała cotygodniowe zawody i wesołe okrzyki dobiegały do miejsca gdzie usiedli Xander i Giles. Angielska flaga nad drzwiami wskazywała że pub był sanktuarium Brytyjczyków. Kiedy kelnerka postawiła ich kufle na stole Xander opróżnił swój jednym haustem. Giles skinął kelnerce i łyknął swojego Guinnessa.

“Nie wiem jak możesz znieść ten ciepły szajs” powiedział Xander.

„Wymaga wyrobionego podniebienia.” Giles zawachał się „Czy Willow wyjaśniła ci rytuał?”

Skinął głową „Ogólnie, tak. Jestem pewien że to bardziej skomplikowane niż to co powiedziała takiemu magicznemu idiocie jak ja”

„Nie doceniasz się, Xander. Masz zaskakujące zdolności i nieco doswiadczenia.”

„Czy to zadziała, Giles?” zapytał ignorując komplement. „Czy Willow może przywrócić mi oko? Wiem że to dużo mojo. Powiedziała że to nie czarna magia, ale skąd wiemy...?”

„Nie ma gwarancji, ale ze zdolnościami Willow byłbym bardziej zaniepokojony gdyby nie poskutkowało. I masz rację, to poważna magia, ale nie czarna. Przestudiowałem to i to jeden z najbardziej naturalnych leczniczych rytuałów jakie widziałem”

“Nie wygląda na naturalny” prychnął Xander. „Seks i religia nie idą w parze. To znaczy, jaka religia w ten sposób wykorzystuje seks? I dlaczego nie odkryłem jej wcześniej?”

Giles starał się powstrzymać uśmiech „Cóż, nie możesz praktykować tylko dla... zalet, jakbys to ujął. Wicca ma korzenie w tradycjach i praktykach starego typu, starszych niż judeo-chrześcijańskie religie które znasz, Xander. I jej wyznawcy nie są powstrzymywani przez negatywne kojarzenie seksu z grzechem”

„Więc seks to część religii?

“Dokładnie. Wiccanie czczą naturę I życie I wszystkie radości I przyjemności jakie one przynoszą. Wiccańskie święto Beltane jest radosnym czasem uczuć i miłości fizycznej, odrodzenia natury po długim czasie zimy”

„Dlaczego nie mieliśmy takich świąt tam gdzie dorastałem?” zaśmiał się.

“Mieliśmy” powiedział Giles “Dzień Maja. Xander, chodzi o to że Wiccanie nie sa związani poprzez winę i grzech, ale czerpia przyjemność z wyrażania ludzkich namiętności”

“I w tym teraz uczestniczy Willow?” zapytał nieco zaintrygowany Xander.

„Do tego dąży” powiedział Giles i pociągnął kolejny łyk. „Willow bardzo stara się podążać właściwą ścieżką. Wie że jej ścieżka ku mocy zaprowadziła ją do ciemności z której mało kto wraca, ale ponieważ jest tak silna, ona wróciła. Zawsze będzie miała tą ciemność w sobie ale podążając ścieżką Wicca potrafi zrównoważyć ją światłem. Pomożesz jej w tym kiedy ona będzie pomagac tobie”

Ciemnowłosy mężczyzna nieobecnym wzrokiem spojrzał wokół.

„Wydaje się tak inna, Giles” powiedział w końcu. „Pewna siebie i dorosła.” Wyglądał na prawie przerażonego. „To znaczy, co jeśli... jeśli przekroczymy tą linię i nie będziemy mogli wrócić? Nie mówię że ja.. nie chcę tego schrzanić, Giles”

„Nie schrzanisz, Xander” powiedział Giles. „To zmieni wasz związek na zawsze ale sadzę że nie doceniasz ani siebie ani Willow. Czy mogę o coś zapytać?” Nie czekał na odpowiedź „Pamiętasz czas kiedy Willow nie była częścią twojego życia?”

Xander uśmiechnął się lekko „Nie”

„A czy potrafisz sobie wyobrazić nie posiadanie jej w swoim życiu?”

Xander potrząsnął głową.

„Więc co miałoby się zmienić?” zapytał Giles.

Xander przemyślał to i uśmiechnął się w końcu „Nie, chyba masz rację, Giles”

“Poradzicie sobie z tym jak radzicie sobie ze wszystkim. Głęboko w sercu wiesz że kochasz Willow ale ta miłość nie wykracza poza wielką przyjaźń jaką do siebie żywicie. Pamięta jedno, kochankowie przychodza i odchodzą, ale przyjaźń taka jak wasza jest jedna na cale życie. Wiesz że Willow zawsze tam będzie. Wiesz, bo ty zawsze będziesz dla niej”

Xander skinął głową.

“To ważna decyzja, Xander. Ale nie sądzę coś złego się stanie. Znam was oboje od dawna i... i widziałem was w ciężkich chwilach i... no, w Sunnydale w cięższych chwilach. Wiem że wszystko będzie dobrze”

Znowu zapadło milczenie. Xander wpatrzył się w swój pusty kufel „Co mam zrobić, Giles?” zapytał „W czasie rytuału?”

Giles wziął głeboki oddech „Przejrzymy go dzisiaj i poinstruuję cię co musisz powiedzieć. Nie jest tego dużo. A jutro powiem ci jak wziąć rytualną kapiel i jak medytować, ale to bardziej żeby się rozluźnić niż po coś innego”

Xander roześmiał się „Rozluźnić, tak? A to dobre. To znaczy, co mam zrobić w trakcie.

Xander spojrzał na niego wymownie a Giles odchrząknął ze zmieszaniem. Otworzył usta po czym je zamknął, a potem zdał sobie sprawę że wcale nie polepsza sytuacji i uśmiechnął się do niego ciepło. „Zrobisz to co jest naturalne, Xander”

“Powiedziałeś że nie będę musiał dużo mówić, ale czego nie powinienem mówić? I... i czy mam tylko leżeć kiedy...”

„Xander, kiedy zostawimy ciebie i Willow samych...”

„My? Jacy my? Będziesz tam? Giles, to tragiczne że musze rozebrac sie przed najlepsza przyjaciółką, ale jeszcze ty?”

Giles westchnął, zdjął okulary I potarł czoło. „Nie, Xander, będziemy tam tylko na początku rytuału. Willow zapewne poprosi Rowenę o asystę, skoro żaden z członków jej kowenu nie jest tak zaawansowany. Pomoże Willow wyznaczyc krąg, wejdziecie do niego a ja i Rowena opuścimy pokój. I wszyscy będą ubrani”

„Oh” powiedział Xander z ulgą „Więć jakby jestes moim sekundantem? Jak na starych filmach kiedy ktoś jest wyzwany na pojedynek i prosi najlepszego kumpla żeby mu pomógł z mieczem czy pistoletem i w razie rozlewu krwi. Tak?”

„Cóż, pomijając typowe gadanie Xandera to całkiem dobra definicja” uśmiechnął się Giles. „Ale wracając do twoich obaw, kiedy już będziesz sam z Willow nie obawiaj się mówić ani nawet żartować. Jak powiedziałem, Wiccanie czerpią radość ze wszystkiego, nawet z rytuału.”

„A... a to drugie?”

Giles odetchnął „Poprowadzi cię, Xander. Ale to nie jest tylko w jedna stronę. Możesz dotknąć, poczuć i... ponownie, rób co naturalne”

„A co z...? Mam na myśli...””Xander zawahał się niepewien jak sformułowac pytanie. „Czy powinienem wstąpić do apteki? Nie ma widoków na zabójczo przystojnego syna z brązowymi oczami i zabójczymi zdolnościami arytmetycznymi?” zazartował nerwowo.

„Willow zajmie się wszystkim” I zapewniam cię, to będzie zupełnie bezpieczne”

Xander skinął głową i spojrzał na swoje dłonie.

„A potem będę miał dwoje oczu? Co za różnica, Giles? Anyi nadal nie będzie. Moje rodzinne miasto będzie dziura w ziemi. Moi przyjaciele rozproszeni po całym globie. Co mam wtedy zrobić?”

Giles spojrzał na niego ze smutkiem “To będzie zależało od ciebie, Xander” powiedział cicho “Willow chce ci dać szansę robienia tego co kochasz. Co potem zrobisz to twoja decyzja. Czy zaakceptujesz jej dar, Xander?”

Cięcie

Wnetrze

Alcove – Wieczór

Kennedy siedziała na podniszczonej czerwonej kanapie przy ciemnej ścianie popijając wodę mineralną. Bar był ciemny i zadymiony. Kennedy spojrzała na smukłą sylwetkę w skórzanych spodniach i czarnej marynarce, na wpół zapiętej na ciasnym podkoszulku która usiadła obok niej.

„Nie zainteresowana” wymamrotała.

„Ta, jakbym oferowała” prychnła Faith. „Mój chłopak wraca na Weekend. Nie mogę się doczekać. Kennedy patrzyła jak Faith zaciera ręce.

„Patrol okej?’ zapytała ignorując komentarz.

„Przeciętny” mruknęła Faith. „Rachel została zaatakowana ale załatwiła dwóch kiedy ja pokonałam trzeciego”

„Cool” nieobecnym tonem skomentowała Kennedy. „Skąd wiedziałaś gdzie jestem?”

“Gdzie indziej mogłaby być lesba ze złamanym sercem we Wtorek w Cleveland?” roześmiała się Faith. „Przynajmniej topisz smutki w butelce francuskiej wody mineralnej.”

Kennedy wescthnęła “Dlaxzego miałabym mieć złamane serce? Moja dziewczyna chce zrobic co do niej należy by pomóc przyjacielowi. To się liczy, prawda? Ratowanie Xandera... dlaczego miałabym stać temu na drodze?”

„Nie powinnaś” zgodziła się Faith „Willow nie zrobiłaby mniej dla tych których kocha, a to wlicza ciebie. Ryzykowała dusze żeby przywrócić Buffy do życia ale wiem że nie chce stracić ciebie pomagając Xanderowi”

„Zrobi to, nieważne co powiem”

„Masz rację Zrobi. Więc co się z wami stanie zalezy tylko od ciebie. Ale jeśli zdecydujesz się odrzucić ten związek, pamiętaj... byłam tam kiedy Xander stracił oko. Został żeby ratować twój tyłek. Gdyby nie to, nadal miałby oko. A gdzie ty byś była?”

Kennedy otworzyła usta żeby się sprzeciwić ale zamknęła je ponownie. Faith uśmiechnęła się przyjaźnie.

„Dalej, Ken” powiedziała wstając „Chodźmy do domu”

 

Cięcie do

Wnętrze

Sala kowenu Willow – Wieczór

Willow siedziała przy stole pod ścianą. Nad jej głową wisiało kilka półek z ziołami, proszkami i cały wybór ksiązek.

„Proszę” powiedziała gdy rozległo się pukanie.

Uśmiechnęła się do Xandera „Hej” powiedziała.

“hej” odpowiedział przysuwając się bliżej I wskazując na menzurkę którą trzymała “Co robisz? Kolejny chemiczny eksperyment?”

Roześmiała się „Nie, kadzidło. Normalnie Andrew się tym zajmuje ale to mnie odpręża”

„Andrew należy do twojego kowenu?” zapytał z niedowierzaniem

“Chciał się uczyć. Jak mogłam mu odmówić”

„Giles wspomniał że zapewne poprosisz Rowenę żeby ci asystowała” powiedział po chwili.

„Poprosiłam i będzie” odpowiedziala. „Andrew przygotuje pokój i ołtarz, ale ona pomoże wyznaczyc krąg... jeśli ci to nie przeszkadza?”

„Co? A, tak, jasne”

“Więc to znaczy…” zapytała z nadzieję. Uśmiechnął się.

„Taa, Will. Spróbujmy. Co mamy do stracenia?”

„Nie ma gwarancji, Xander” powiedziała płacząc z radości „Ale postaramy się. Dziękuję”

„Hej, hej!” Uścisnął ją. “Ja powinienem dziękować”

„Nie, przepraszam” powiedziała wycierając oczy. „Ale byłam taka zaniepokojona a odkąd rozmawiałam z Anyą starałam się cię znaleźć”

“Rozmawiałaś z Anya?! Kiedy?”

„Oh... oh....ups.” usmiechnęła się niepewnie. „Uh.. miesiąc temu... w Samhain.... Halloween. Granica między światami była najcieńsza więc poprosiła mnie żeby cię znaleźć bo...”

„Dlaczego nie skontaktowała się ze mną?” zapytał

„Oh, Xander. Ona... powiedziała że odciąłeś sie od niej a ja wykonałam rytuał bo myślałam że ktoś z drugiej strony chce się ze mną skontaktować… ktoś inny…”

Wzruszyła ramionami.

“Oh” powiedział z łagodnym usmiechem “Rozumiem”

„Gdybym wiedziała że jest jakiś sposób żebyś znią porozmawiał dałabym ci znać, Xander. Wiesz o tym, prawda? Nie wspominałam wcześniej bo nie chciałam cię zranić. Jeśloi to jakieś pocieszenie, to ona tez nie chciała rozmawiać akurat ze mną”

Willow dotknęła jego ramienia kiedy zapytał “Wszystko okej? Jest w lepszym miejscu?”

Willow usmiechnęła się „Taa. Ta sama Anya – wkurzona że nie może wydawać pieniędzy, ale zmartiona tobą To... tam jest inaczej, Xander. Sądzą że ból zostaje tutaj, ale wiedziała że jestes zmartwiony”

“To dlatego nie poparłaś mojego idiotycznego pomysłu żeby ją ożywić. Jest szczęśliwa?

„Tak, całkiem. Ale jak powiedziałam, martwiła się o ciebie, tak jak my wszyscy.

„Nie chciałem cię zmartwić, Will. To był tylko ciężki rok”

„Wiem. Naprawdę.”

Uśmiechnął się i pogładził ją po policzku.

Odsunęła jego dłoń i uścisnęła ją. „Idź odpocznij, Jutro wielki dzień”

„Taa. Dobranoc, Will”

„Hej!” zatrzymała go. „Kocham cię, Xander”

„Ja ciebie też, Will” posłał jęj uśmiech.

Patrzyła jak odchodzi i wróciła do pracy.

Cięcie do
Wnętrze
Pokoje Willow – Późny wieczór

Willow weszła do ciemnego pokoju I zapaliła światło. Zajrzała do sypialni i westchnęła. Delikatne pukanie sprawilo że odwróciła się i poszła otworzyć.

„Hej Will” powiedziała Faith.

„Faith, wejdź”

Faith dała kilka kroków do przodu ale szybko odwróciła się do Willow. „Kennedy będzie spała u nas... chciała... żeby ci to powiedzieć”

“Musze ją zobaczyć” Willow ruszyła ku drzwiom

Faith wyciągnęła rekę. „Zaopiekuję się nią. Potrzebuje przestrzeni”

„O-okej, dzięki. Czy... mówiła ci o Xanderze?”

„Zaklęcie? Tak, rozmawiałyśmy o tym... a ptoem jeszcze rozmawiałyśmy”

„Przepraszam że cie w to wciągnęłyśmy”

“nie, jest cool” powiedziała “Robin lubi rozmawiać więc ćwiczenie mi się przyda... Ja tylko... chciałam powiedzieć gdzie jest i że według mnie postępujesz właściwie”

„Chciałabym żeby Kennedy tak to widziała”

„Dojdzie do tego, ale potrzebuje czasu. Wytknęłam jej parę rzeczy których sama nie dostrzegła ale... boję się że tylko pogorszyłam sprawę”

„Co masz na myśli?”

„Ja.. och, cholera” mruknęła z winą na twrzy „Powiedziałam jak ty i Xander igraliście ze sobą za plecami Oza w szkole średniej. Przepraszam, myslałam że wiedziała o... tym wszystkim”

Willow westchnęła “Oh, cóż, w porządku, nie wiń się. Powinnam była jej dawno powiedzieć, ale... cóż, niewierność nie jest zymś co poruszasz rano po upojnej nocy”

„Tak, ale nadal przepraszam”

„Przestań. Będzie dobrze”

„Jak powiedziałam, zostaw ją na dzisiaj. Porozmawiaj z nią rano, przyznaje że to nie jest dla niej proste”

„Okej. Ale tylko na dzisiaj...”

Faith odwrociła się ku drzwiom „Musze iść. Robin czeka aż zadzwonię a jest już późno”

“Taa. Dobranoc, Faith” powiedziała zamykając drzwi za pogromczynią. Z kolejnym westchnieniem skierowała się do pustej sypialni.

Cięcie do

Wnętrze.
Łazienka Willow – Ranek

Willow siedziała na skraju wanny. Była ubrana w brzoskwiniowy szlafrok a jej długie rude włosy były spiete w niesforny kok. Patrzyła jak gorąca woda wypełnia wannę ale odwrócila się słysząc stukanie

„Hej” szpenęła Kennedy dając krok do przodu.

“Hej” uśmiechnęła się Willow

„Co będziesz robić” zapytała Kennedy wskazując na zioła obok wanny

„Rytualna kąpiel”

„jak... jak w czasie pełni?”

Willow skinęła głową.

„Więc.. to znaczy że wykonasz zaklęcie” Kennedy podeszła bliżej i opuściła klapę sedesu a potem usiadła.

„Tak”

„Oh” powiedziała patrząc na płynącą wodę „Nieco gorąca, co?”

„Tak” Willow dopuściła zimnej. „Ale lubie taka przed rytuałem. Sprawia że... krew szybciej płynie.”

„łapię. Jak rozgrzewka przed cięzkim ćwiczeniem”

“Ken? Kochanie? Ja.. tęskniłam za tobą “powiedziała Willow ze smutkiem na twarzy.

„Ja też. Też za tobą tęskniłam. Nie wyspałam się wcale z tymi wszystkimi juniorkami. Nie zdajesz sobie sprawę ile hałasu może narobić banda nastolatek z supermocami”

Willow uśmiechnęła się “Mogę. Sypiałam z Buffy i ona sama była głośna... nie to żebyśmy... to znaczy, nocowanie, wiesz, szkoła średnia, przyjaciółki, rozmowy o chłopcach, no w przypadku Buffy o pewnym wampirze zanim zrobił się zły, ale...”

Kennedy roześmiała się „Wiem o co ci chodzi, Will”

„Okej. Um, Faith powiedziała mi... powiedziała… przepraszam że nie opowiedziałam ci o tej sprawie z Ozem I Xanderem. Nie byłam z tego dumna, ale wiedziałam że to cos co się już nie zdarzy. Nigdy bym cię nie zdradziła, Ken... nie mogłabym, wiesz? To znaczy, kiedy Oz... kiedy to przytrafiło się mnie... nie mogłabym nikomu sprawić takiego bólu”

„Wiem o tym” powiedziała w końcu patrząc jej w oczy. „Masz... masz dobre serce, Willow. Dlatego wiem że musisz to zrobić. Z Xanderem”

„Muszę” zgodziła się ze łzami w oczach „Chciałabym tylko...

„Wiem” Kennedy pogładziła jej policzke. „Przepraszam że byłam taką kretynką. W umyśle rozumiem, tylko że.. Zawsze masz we wszystkim rację. Kiedy chodzi o rozkazy jakie wydajesz jako Obserwator, albo o twoją religie której nie rozumiem, zawsze mnie odpychasz. Zawsze te rzeczy są ważniejsze”

„Kennedy, mam obowiązki...”

“Nie! Wiem że masz. Tak jak ja, ale wygląda na to że jakoś nie możemy spotkać się pośrodku.

Zawachała się na chwilę, nadal głaszcząc jej policzek „Jestem z ciebie dumna, Willow” powiedziała w końcu. „Robisz to co właściwe. Faith ma rację. Masz rację. Nawet ja widze że on potrzebuje pomocy. Więc robisz co musisz żeby mu pomóc. Wszystko będzie w porządku.

„Naprawdę?” zapytała Willow przyciskając rękę brunetki do swojego policzka

“Naprawdę. Kocham cię”

Kennedy nachyliła się i pocałowała ją :Teraz weź kąpiel i spotkamy się popołudniu. Okej?”

„Okej”

Kennedy wstała I wyszła. Willow zakręciła kran i z westchnieniem rozwiązała szlafrok.

 

Cięcie do
Wnętrze
Siedziba Wmapirów – Późnym rankiem
Cleveland

Gretz zarządzał nerwowym dostawcą. Mężczyzna starał się nie patrzeć na wysuszone i zamrożone zwłoki kiedy wyładowywał zbiorniki. Gretz otworzył jeden z nich i wyjął torebkę, zmieniając twarz kiedy wbił w nią kły. Dostawca zadrżał i starał się ignorować głośne siorbanie

“Ah!” powiedział zadowolony Gretz. „Skończyłeś już?”

„T-tak”

„Świetnie. Idziemy” powiedział wyprowadzając go z chłodni.

Seward czekał niedaleko wejścia. Człowiek zadrżał ponownie widząc wysokiego wampira.

„Wszystko jak obiecane?”

„Tak, Mistrzu”

Seward zawahał się i oblizał wargi. Mężczyzna zaczłą się trząść zerkając od Sewarda na drzwi. W końcu Seward skinął głową „Zapłać mu”

Gretz wyjął gruby plik banknotów i podał mężczyźnie który schował je do kieszeni i wybiegł.

Seward bez wyrazu obserwował zamykane drzwi. „Gretz?”

„Tak, panie?”

„Dziś wieczór wychodzimy. Nie obchodzi mnie co zaplanowało Presidium. Potrzebuję czegoś świeżego. A nie mrożonek”

“Ale, Mistrzu…”

“Gretz. To miasto jest moje, nie ich. Zasługujemy na noc w mieście. Zbierz wszystkich.

„Tak, Mistrzu”

„Dobry chłopiec”

Cięcie do
Wnętrze
Korytarz przed Salą Kowenu Willow – Południe

Zander I Giles szli korytarzem. Obaj byli boso i pbaj odziani byli w proste zielone szaty.

„Trochę tu zimno” powiedział Xander

„Willow ma ogrzewanie w sali kowenu.” Odpowiedział Giles. „Sądzę że system jest podłączony do tego jej piekielnego komputera. Będzie ci wystarczająco ciepło”

“Świetnie” powiedział nieobecnym tonem, jego zdenerwowanie widoczne jak na dloni. Odwrócił się do Obserwatora. „Dobrze w tym wyglądasz, Giles. Znacznie lepiej niż w tej krretyńskiej szacie z Halloween”

„Tak” powiedział Giles „Dzięki Bogu ta część mojej garderoby została pochłonięta razem z resztą Sunnydale”

Zatrzymali się widząc Kennedy I Andrew obok drzwi sali

„Um... czekają w środku” powiedział Andrew.

Giles skinął głową ale nie odezwał się. Kennedy i Xander spojrzeli po sobie.

„Powodzenia, Xander” powiedziała w końcu. „Mam nadzieję że zadziała”

„Dzięki, Ken” odwrócił się do Giles „Jak przed operacją”

Giles uśmiechnął się blado I skinął na Andrew który otworzył drzwi. Weszli a młodzieniec zamknął je za nimi.

„Dwóch wchodzi. Jeden wychodzi” mruknał do siebie.

„Kiedy ty dorośniesz, idioto?” prychnęła Kennedy

Andrew zamrugał I skrzyżował ręce mrucząc modlitwę “Bogini jest żywa, magia przybywa, Bogini jest żywa...”

Cięcie do

Wnętrze

Sala kowenu Willow – Południe

Giles delikatnie chwycił Xandera za łokieć I poprowadzil go na bok. W środku sali Willow i Rowena staly przed ołtarzem. Obie były podobnie odziane jak oni.

Willow skinęła na Rowenę i blondynka podniosła kadzidło. Poruszając się zgodnie z ruchem wskazówek zegara zatoczyła duże koło z ołtarzem pośrodku. Pewnym głosem zadeklamowała „Niech koło będzie wyznaczone, mocą ognia i powietrza”

Podeszła do ołtarza i dodała szczyptę soli do misy z wodą. „Jak woda oczyszcza ciało tak sól oczyszcza duszę”

Podniosła miskę I ponownie zatoczyła koło „niech koło będzie wyznaczone, mocą ziemi i wody”

W końcu wzięła z ołtarza athame i trzeci raz zatoczyła koło „Niech koło będzie wyznaczone, mocą ducha”

Wróciła do ołtarza I skłoniła się Willow “Pani, krąg wyznaczony”

„Dziękuję” uśmiechnęła się Willow. Podała Rowenie swoje athame i podążyła za nią kiedy ta podeszła do wschodniej strony kręgu. Rowena użyła sztyletów żeby otworzyć krąg zostawiając je na podłodze. Cofnęła się gdy Willow czekała.

Giles poprowadził do niej Xandera.

„Jak wstępujesz?” zapytała Willow.

Xander odchrząknął nerwowo „Z idealną miłością i doskonałą ufnością”

„Witam cię w uświęconym kręgu” Willow cofnęła się

Rowena stanęła obok Gilesa kiedy Willow pochyliła sie I podniosła athame zamykając magiczne drzwi. Uśmiechnęła się do nich kiedy skłonili się i odwrócili do wyjścia. Willow spojrzała na drzwi i poczekała na szczęk zamka.

Odwrociła się do Xandera i wzięła go za rękę prowadzac go do ołtarza. Odlożyła athame i wzięła prostą białą świecę i podała mu ją. Patrzyl przez chwilę więc uśmiechnęła się krzepiaco

„Panie... panie lasu” zaczął przytykając płonącą świecę do złotej spoczywającej na ołtarzu. „Um... królu szczęścia i radości. Dołącz do nas w tym świętym kręgu i... i pobłogosław nas. Niech tak się stanie” Westchnął z ulgą.

Willow wzięła od niego świecę i przytknęła ją do srebnej, stojącej obok złotej „Pani nocy o trzech obliczach” powiedziała silnym i pewnym glosem. „Strażniczko wieczności. Dołącz do nas w tym świętym kręgu i pobłogosław nas. Niech tak się stanie.

Odłożyła świece i odwróciła się do Xandera „Chciałbys się czegoś napić? Na później jest wino ale mam też zimną wodę”

„Nie. Ja.. ja... nie”

„Denerwujesz się? Zapytała z niepokojem

“Um, to chyba nie jest właściwe słowo, Willow” powiedział. „”Zdenerwowanie przeszlo wszelkie granice. Ma już własne życiue. Więc.. więc może zrobisz te drzwi i ja sobie pójdę, bo, szczerze mówiąc nie wydaje mi się żebym sprostał... wyzwaniu i ja... o mój Boże...”

Jego głos zamarł kiedy Willow lekkim ruchem ramion pozwoliła szcie opaść na ziemię”

„Oh...” jego oczy rozszerzyły się „Oh... O Boże. Okej... zapomnijmy o tym co mówiłem”

Willow uśmiechnęła się.

 

 

Akt Czwarty

 

 

Cięcie do
Wnętrze
Salon Obserwatorów – Popołudnie

Andrew siedział w kącie pracując na komputerze kiedy Faith, Kennedy I Marsha oglądały telewizję. Najmłodsza Pogromczyni siedziała wciśnięta między dwie pozostałe i raz na jakiś czas starała się wyrwać pilot z rąk Faith. Ciemnowłosa Pogromczyni odtrącała jej rękę i nadal zmieniała kanały.

Rowena i Giles siedzieli przy biurku przeglądając raporty z patroli.

„Punkt!” oglosił Andrew znad komputera

Giles westchnął “Andrew, wydawało mi się że miałeś czegos szukać dla Willow. To mi nie wygląda na poszukiwania”

„Nie ma jej tu więc się nie dowie”

„Dowie się kiedy jej powiem” powiedziała Faith przełączając kanał

Andrew zrobił minę zbitego szczeniaka I wyłączył grę.

„Faith, możesz się na coś zdecydować?” prychnęła Kennedy.

„Hej!” Musze wiedzieć co idzie zanim się zdecyduję”

„Mamy pieprzone 400 kanałów. Użyj programu”

“Program jest dla palantów” odpowiedziała. Marsha znowu usiłowała wyrwac jej pilota i w koncu Faith rzuciła go Kennedy „Masz, lepiej ty niż bachor” Podniosła gazetę.

Kennedy kontynuowała przełączanie kanałów. Marsha spojrzała na nią „Chyba chciałaś coś oglądać”

„To że masz dzień wolny nie znaczy że nie mogę kazać ci czyścić kibli”

Marsha powtórzyła ekspresję Andrew.

Chwilę później Willow i Xander weszli do pokoju. Kennedy wyłączyła telewizor i wszyscy zebrali się wokół nich, ale widząc że Xander nadal ma przepaskę na oku nikt się nie odezwał.

“Co się stało?” wydusił w końcu Andrew „Nie zadziałało?”

„Głupia magia” mruknęła cicho Kennedy :Wiedziałam że tak będzie”

Willow spojrzała na nią ze smutkiem.

Giles przechylił głowę I uśmiechnął się “Xander, na litość boską!” Giles odwrócił się do pozostałych „Ma opaskę na zdrowym oku”

Xander roześmiał się. Zdjął opaskę i wrzucił ją do kominka. „Znowu widzę”

Willow przewróciła oczami i spojrzała na niego radośni. Giles zajrzał w zdrowe oko Xandera „Dobry Boże! Są różnych kolorów”

„Tak, co wy na to? Ale żebracy nie mogą wybierać, nie? Dobrze że to tylko różne odcienie brązu więc nie będę za bardzo odstawał”

“I tak odstajesz, chłopie” Faith klepnęła go w plecy “Gratuluje. Willow, dobra robota”

„Dzięki” powiedziała Willow

„Tak, Willow” dodała Rowena „To cud”

“W rzeczy samej” powiedział Giles. „Xamder, jeśli nie masz nic przeciwko, mam optyka w Cleveland. Chciałbym żeby zbadał twoje oko. Tylko żeby się upewnić”

„Jasne. Mogę prowadzić?”

„Er... nie, jeszcze nie” Giles uśmiechnął się lekko. „Ale pozwolę i pobawić się radiem”

„Stoi”

“Hej, chłopcy” powiedziała Faith podnosząc gazette którą wczęsniej czytała. „Chyba mamy jeszcze jeden powód do świętowania. Urodziny Will. Komplet brązowych bliźniaków Xandera. Co powiecie? Otwierają nowy lokal który wyglada obiecująco” wskazała ogłoszenie

„No nie wiem...” Willow spojrzała na Kennedy. Brunetka wstała i podeszła do Faith.

„Jasne” powiedziała sztucznym tonem „Brzmi świetnie. Obiad, drinki, może nawet potańczymy”

Willow wahała się jeszcze chwilę „No dobrze”

„Wow! Świetnie!” Marsha skoczyła na równe nogi.

‘Nie ty, młoda damo” powiedział Andrew. „Ty i reszta patrolu Barbie zostajecie w domu ze mną”

“Dlaczego?” jęknęła “To zabawa”

„Zabawa dla dorosłych” powiedział „Nie dorastających Pogromczyń. Poza tym, mam nowy przepis na ciasteczka który pomożesz mi wypróbować.”

Marsha wyglądała na rozczarowaną ale rozjaśniła się „Okej, ale pozyczysz mi swój ulubiony fartuch. Wiesz, ten z Martha Stewart i Emerilem LaGasse walczącymi na łyżki”

“Okej. Jasne, nie ma problemu. Chodźmy”

“Wchodzicie?” Faith zapytała Gilesa i Rowenę. Oboje skinęli głowami. „Cool. Dam znać Vi i Ronie”

Faith wyszła a Giles położył rękę na plecach Xandera. „Chodźmy sprawdzić to oko”

„Okej, jasne” powiedział i odwrócił się do Willo „Dzięki, Will”

Willow wzruszyła ramionami “To moja praca”

„Wiem” szepnął i dotknął jej policzka.

“Pójde poćwiczyć” powiedziała Kennedy I wyszła zanim Willow zdołała cos powiedzieć

„Jestem pod wrażeniem” powiedziała Rowena „Wiedziałam że technicznie zaklęcie było bez zarzutu ale zobaczenie efektu... niesamowite”

„Dzięki, Ro. Powinnaś była widzieć to kiedy Pogromczynie zostały aktywowane. Fajerwerki.”

„Założe się. Um, chcez dalej pracować nad tym manuskryptem Fluxus? Nadal musimy je przetłumaczyć z Łaciny a kiedy to akurat jest łatwe to magiczna storna jest dla mnie zagadką”

Willow spojrzała w stronę drzwi przez które wyszła Kennedy zanim odwróciła się do Roweny „Okej, jasne”

Cięcie do

Wnętrze

Sala komputerowa – Późne popołudnie

Giles wszeł do pomieszczenia I zobaczył Willow leżącą na klawiaturze. Gdy podszedł zobaczył że zasnęła. Uśmiechnął się z dumą i pogładził jej włosy. Obudziła się.

„Oh... oh, Giles” powiedziała. „Przepraszam. Musiałam zasnąć” spojrzała na ekran ‘Oh, wygląda na to że mam dziesięć tysięcy stron zapełnionych przez literę Z. Pasuje”

„Naprawisz to” powiedział przysuwając sobie krzesło. „Nie wiem czy jest na tym świecie cos czego nie mogłabyś zrobić”

“Oh proszę, Giles” przewróciła oczami. „Oboje wiemy że to nieprawda. Jak poszło u optyka?”

„Znakomicie” powiedział. „Ma doskonały wzrok. Nie ma żadnych zaburzeń, ani nawet blizn. Poza zmianą koloru są całkowicie normalne”

„Dobrze. Jak z nim? Bardziej Xander?”

“Lepiej niż wcześniej” powiedział pewnie “Ale potrzebuje czasu. Musi sobie poradzić z żalem. Po-powiedział mi że przez ostatnie miesiące szukał sposobu na ożywienie Anyi. Boję się myśleć o ryzyku jakie podejmował”

Willow skinęła głową „Mi też to mówił. Nie wiem co chciał zrobić z amuletem D’Hoffryna ale to na pewno nie byłoby nic przyjemnego”

Giles zawachał się patrząc jak stuka w klawiaturę. „Willow?” spojrzała na niego. „Jestem z ciebie bardzo dumny. Z tego co zrobiłaś. Nie tylko dla Xandera ale i dla siebie”

„Wszyscy sądzę że to cos wspaniałego... Ale to tylko coś co musiałam zrobić”

„Wiem.” Powiedział. “Ale najważniejsze jest to jak to zrobiłaś, Willow. Mogłaś wybrać prostą ścieżkę i użyc czarnej magii”

„Humph” prychnęła. „Nie tak prosto. To wymagało rozlewu niewinnej krwi a – a ja nie chcę znowu tego robić”

“Wiem” powtórzył. “Więc zamiast używac energii z zewnątrz użyłaś swojej. Odłożyłaś na bok osobiste preferencje I zaryzykowałaś swój związek zarówno z Xanderem jak I z Kennedy. To było trudne i dlatego jestem z ciebie dumny”

„Dzięki, Giles” powiedziała akceptując wreszcie pochwałę. „Ja... powinnam iść się przygotowac na wieczór.”

Wstali I skierowali się ku wyjściu “Ja też” powiedział. „Musze się przygotowac na kłopoty w które na pewno nas wpędzicie”

 

Cięcie do

Wnętrze

Tawerna Jimmy’ego – Wieczór

Grupa zajęła duży stół na tyłach tawerny. Był pokryty naczyniami I resztkami ogromnego urodzinowego ciasta, mnóstwem pustych butelek I szklanek. Tylko Willow, Giles, Xander i Ro byli obecni by zobaczyć zniszczenia. Faith, Vi i Rona tańczyły radośnie do muzyki zespołu. Kennedy wyszła do łazienki jakis czas temu ale zamiast wrócić do stołu grała w grę wideo przy barze.

„Nie twój styl muzyki?” zażartował Xander.

„Znam się... na nowej muzyce” powiedział Giles sięgając po swojego drinka. Willow sięgnęła i wyjęła nadzianą na papierową parasolkę wisienkę i wrzuciła ją sobie do ust

“O tak, znasz się” powiedziała przeżuwając “Jak tylko włączam stereo stwierdasz z Brytyjskim znawstwem że to szajs”

“To nie prawda” powiedział. „I przestań wyjadać moje wisienki!”

Willow parsknęła „Wyjadam wisienki Gilesa. Hehehe”

„Przyznaj Giles, muzyka przebyła długą drogę od Seals i Croft. I widzisz?” Xander wskazał na piosenkarkę wykonującą cover „Going Under” Evanescence „Nawet ludzie w twoim wieku mogą docenić muzykę z ostatnich dwudziestu lat”

„Xander, nigdy nie słuchałem Seals i Croft” powiedział. „Cream i The Who to bardziej mój styl”

„Wow, Giles” powiedziałą Rowena zjadając kostkę lodu ze swojej szklanki. „Wzięłabym cie bardziej za klasycznego barokowego faceta niż klasycznego rockowego faceta. Niespodzianka, co?” Wypiła resztkę alkoholu ze szklanki z głośnym siorbnięciem

Patrzyli na nią z zaskoczeniem “Co?” zapytała

„Co?” zaśmiała się Willow „Naprawdę jesteś z Kanady!” Reszta stołu, wliczjąc Rowenę dołączyła do jej wybuchu śmiechu.

„Okej. Przyłapaliście mnie. Jestem pijana.” Przyznała kiedy się uspokoili.

„W takim razie, zatańczmy” powiedział Giles wstając i pociągając Rowenę za sobą. „Rano i tak nie będziesz pamiętać, a pomijając rytm ten zespół nie jest taki zły” Zanim blondynka zdołała zaprotestować pociągnął ją na parkiet.

“Bogowie, Will” powiedział Xander zakrywając twarz dłońmi “Nie mogę patrzyć na kryzys wieku średniego Gilesa. Błyszczące samochody sportowe, tańce z kobietami o połowę młodszymi... to niepokojące”

„Przestań” prychnęła Willow. „Rozmawiałeś z Buffy?”

„Tak. I z Dawn. Są nieco... przytłoczone wiadomościami”

„Jak dużo im powiedziałeś?

“No, słyszałem Dawn skaczącą w górę I w dół zanim Buffy wygoniła ją z pokoju. Była zaniepokojona o...”

„Kolor magii” uśmiechnęła się Willow.

“Ta. Więc wyjaśniłem nie wdając się w szczegóły. To w porządku, nie? To znaczy, to Buffy.”

„Oh tak, Xander. W porządku. Nie wstydze się niczego. Ty też nie powinieneś”

„Nie wstydze się. Uh... Willow, Sądzę... to znaczy… wyjeżdżam jutro”

Na jej twarzy pojawił się przestrach „Nie wyjeżdżasz z powodu... tego?” wskazałą na siebie i niego.

„Nie, Will” zapewnił ją szczerze

„Ale... dopiero co przyjechałeś. Dlaczego...”

“Wiem” przerwał jej zanim wdała się w pijacki słowotok. „Ale chcę zobaczyć wodospad Niagara i pojadę do pań Summers na święta. Obiecałem Dawn że przyjadę poznać jej dziewczynę”

„Auuu!” jęknęła Willow. „Dlaczego wszystkim mowi o swojej dziewczynie? To znaczy, myślałam że ze mną porozmawia, ale nie! Mówi wszystkim tylko nie mnie”

“Hej, Willow, uspokój się. Sądzę że nie chce robić z tego afery i obawia się że ty zrobisz. Poza tym nie sądzę że Dawn jest już po tej samej stronie co ty. Pytała czy poznałem tego słodkiego chłopaka którego tu poznała i czy moje nowe oko jet tak śliczne jak jego”

Willow pomruczała jeszcze trochę ale potem wróciła do głównego tematu

„No, okej. Jak długo jesteś z tymi którzy cie kochają. To jest ważne. Ale powiedz Małej Pannie Dawnie że niech lepiej podłączy kamerę internetową którą jej wysłałam bo nie opuszczę tańca Snoopy’ego na Święta. Oczekuję waszego wspólnego wykonania”

“Okej, załatwione”

“Chodź. Pokażmy Pogromczyniom że też potrafimy się ruszać”

„Zaraz dołączę”

„Okej!” zawołała wkraczając w tłum.

Xander skierował się do baru i zamówił kolejne piwo. Kennedy zamarła kiedy spojrzał na ekran sponad jej ramienia.

“Wygląda na zabawę” powiedział. „Mogę się przyłączyć?”

„Wolny kraj. Masz ćwiartkę?”

“Ta” powiedział podając jej garść drobnych. Grali przez kilka minut.

„Dobry jesteś” powiedziała patrząc na jego dłonie nad panelem.

„Te wszystkie lata bycia maniakiem wreszcie coś dały”: uśmiechnął się „Inaczej nie dotrzymałbym kroku twojej zręczności”

„To nie tylko to” powiedziała kończąc grę. Jego punkty były dwa razy wyższe niż jej. Wpisał swoje imię koło listy najlepszych. „Mam szybkość, ale brakuje mi praktyki”

Xander wzruszyl ramionami i pociągnął łyk piwa.

„Ken, chciałem ci powiedziec że jutro wyjeżdżam. Pooglądać widoki a potem na święta do Buffy”

Kennedy odwróciła się patrząc na parkiet “Oh. Wracasz potem?”

„Nie wiem. Odwiedzić na pewno. Tu jest moja rodzina”

„Zwłaszcza Willow” powiedziała.

„Zwłaszcza Willow” powtórzył. „Ale to wszystko Willow jest moją rodziną. Nie chcę niczego więcej. Ona też nie”

„Więc czego chce, Xander? Nie jestem pewna czy mnie”

„Czy kiedykolwiek powiedziała że nie chce ciebie?” zapytał.

“Nie” przyznała dalej patrząc w parkiet “Ale sądząc z jej I Faith wcielenia się w Patricka Swayze I Jennifer Grey może szuka czegoś innego”

Xander spojrzał w ich kierunku. Usmiechnął się smutno. „Widziałem to już. To, moja droga Kennedy, jest taniec małego dzielnego tostera”

“Huh?” odwróciła się zaskoczona.

„Jedno wiem o Willow” powiedział poważnie ale z błyskiem w oku. „Tak potrafi tańczyć tylko kiedy jest pijana. A pije tylko wtedy kiedy jest smutna. I założę się że wolałaby tańczyć z tobą. Łapiesz?”

“Oh” powiedziała. “Więc… chyba pójdę z nią zatańczyć”

„Powiem ci coś” powiedział „Trochę wody upłynęło, ale jestem pewien że odwrócę uwagę Faith na czas wystarczający ci do odholowania Willstera. Brzmi jak plan?”

Kennedy uśmiechnęła się i miała odpowiedzieć kiedy jej oczy zwęziły się na widok grupy wchodzącej na parkiet. Wyciągnęła ręke by zatrzymać Xandera.

„Co?”

„Nieproszeni goscie”

Xander podążył za jej spojrzeniem i przyjrzał się nowoprzybyłym. Podniósł się lekko. „Jeśli się nie mylę to nadchodzi więcej. To chyba czas karmienia dla wampirów w tym mieście. Jej, a myślałem że mam to za sobą kiedy Sunnydale się zapadło”

„Zablokowali wyjścia” powiedziała Kennedy rozglądając się „Pięciu z przodu. Pięciu z tyłu. Co najmniej dziesięciu już w środku. Zbiorę Faith, Ronę i Vi. Ty zbierz resztę. Musimy zrobić ruch zanim oni zrobią”

„Jasne” powiedział i rozdzielili się.

Zanim Kennedy doszłą do Faith, Vi i Rony najstarsza pogromczyni wyczuła intruzów i cała czwórka rozdzieliłą się by zabezpieczyć jak najwięcej terenu.

Willow zauważyła że jej partnerka zostawiła ją na parkiecie kiedy podszedł do niej Xander. Odciągnął ją, Gilesa i Rowenę od tłumu.

„Co... co się dzieje? Zapytał Giles

„Jest impreza i jesteśmy w menu” wyjaśnił Xander łamiąc krzesło.

„Oh boże” mruknął Giles „Widzicie? Dlatego nie powinno się pioć poza domem”

“Oszczędź kazania, Giles” powiedzial Xander.

„Hej!” podbiegła do nich kelnerka „Co ty wyrabiasz, koleś?” zapytała Xandera.

„Zostaniecie... Rowena przerwała szukając wyjaśnienia „Obrabowani” powiedziała dumna z siebie. „Właśnie. Zostaniecie obrabowani przez tych facetów tam. Potrzebujemy broni” jej głos prawie się nie trząsł. „Więc zawiadom właściciela, okej?”

Kiedy kelnerka odbiegła Xander rozdał im kołki. Odwrócił się do Willow. „Will, możesz oczyścić wyjście?”

„Oh” powiedziała rudowłosa nie brzmiąc ani trochę bardziej trzeźwo od Roweny. Spojrzała na grupę blokującą drzwi. „Uh... jasne”

„Dobrze” powiedział Xander „Załatwmy jak wielu się da zanim zgłodnieją.

„A znając wampiry to nie potrwa długo” Rowena wystawiła trzesący się palec „Jestem Obserwatorem. Znam się na tym”

“Jjjjjaaasne” mruknął Xander. “I to pijanym” mruknął pod nosem.

Krzyk dobiegł z parkietu gdzie wampiry zaczęły sięgać po ofiary.

„Za późno” powiedziała niezrażona Rowena. „Jaki jest plan B?”

Patrzyli na wkraczające do akcji Pogromczynie, zabijające wampiry nieświadome ich obecności w tłumie. Reszta nieumarłych szybko je zauważyła i ruszyła ku nim. Kiedy walka się rozszerzyła ludzie zaczęli uciekać. Kilku pijanych klientów nie znając prawdziwego zagrożenia dołączyło do walki bijąc się nawzajem.

„Plan B to chaos” prychnął Xander.

“Okej” powiedziała Willow podtrzymując głowę jakby próbując się skoncentrować. „Zmierzajcie na tyły. Pomagajcie uciekającym” Willow przedzierała się przez walczących

Kiedy dotarła do wejścia znalazła pięć wampirów zbliżających się do ofiary. Rozejrzała się i zauważyla połamane krzesło. Skoncentrowała się zamykając oczy i zmaruczała, a drewno uniosło się z podłogi. Otworzył oczy kiedy zaimprowizowane kołki wbiły się w ścianę zaraz obok głowy kelnerki

“Uups” powiedziała uśmiechając się przepraszająco “Sorry, wstawiona jestem”

Przerażona dziewczyna pobiegła do kuchni a zanim kilku klientów, zostawiając Willow z pięcioma wkurzonymi i głodnymi wampirami. „O chłopie, niedobrze” westchnęła Willow.

„Czarownica, Gretz?” zapytał jeden z wampirów.

“Taaa tak jest!” ogłosiła Willow. „Jestem czarownicą. I to bardzo potężną czarownicą więc lepiej ze mną nie zadzieraj!”

Gretz roześmiał się. „Bo co zrobisz? Zamienisz mnie w ropuchę?”

Willow zadrżała z obrzydzeniem “Ewwww! Żadnych ropuch! Um.... daj mi chwilę a wymyslę coś innego obrzydliwego”

Kiedy Xander, Rowena i Giles zmierzali ku wyjściu jeden z wampirów zatrzymał Gilesa. Ten starał się iść dalej ale wampir uderzyl go tak że poleciał aż na perkusję na scenie. Zatrzymal się uderzając w bęben.

Muzycy spojrzeli przestraszeni, chowając się za wokalistką która nadal miała w ręku gitarę. Wciągnęła powietrze widząc zdeformowanego napastnika zmierzającego ku Gilesowi.

„Chodź, Becca” powiedział jeden z muzyków „Czas się zmywać”

Becca uniosła gitarę i uderzyła nią w plecy napastnika. Gitara rozpadła się a napastnik nie wdyawał się uszkodzony. Odwrócił się, wściekły.

„Wystarczy” powiedział muzyk i pociągnął Beccę za sobą biegnąc w stronę kuchni.

Chwila wystarczyła Gilesowi na pozbieranie się. Klepnął wampira w ramię po czym zatopił paleczkę w jego piersi.

Becca patrzyła od wejścia jak meżczyzna obrócił się w pył „Co do cholery?” mruknęła.

„Chodźże!” krzyknął muzyk i wyciągnął ją z sali.

Z prowizorycznymi kołkami Xander i Rowena próbowali przedrzeć się przez tłum ludzi i wampirów. Jeden załapał Rowenę sadząc ze napatoczył mu się darmowy lunch ale wyrwała się zaskakując go

“Odważna jesteś” zażartował

Rowena zatopiła kołek w jego sercu “Mały jesteś” zawachała się “Miałam na myśli, martwy jeste… Cholera, łapiesz, nie?” powiedziała do kupki pyłu. „Hehehe, naprawdę złapałeś, co?”

Starając się skupić potrząsnęła głową I rozejrzała się. Zobaczył Xandera kilka metrów dalej i poszła za nim.

Xander zboczył ze swojego kursu ku wyjściu by zdjąć wampira z Vi.

“Dzięki” powiedziała mała rudowosa obracając sie I załatwaiając następnego.

„Oh o” powiedział Xander kiedy kolejna grupa wampirów weszła do środka, tym razem dowodzona przez Sewarda. Jego kowbojskie ubranie sprawiło że spojrzał raz jeszcze

„Chłopie” powiedział do niego „Co to ma być? Josey Wales z Cleveland?”

Seward zatrzymał się I spojrzał na Xandera.

„Zabiję cię z przyjemnością”

„Naprawdę?” zapytał Xander „A co sprawia że sądzisz że potrafisz?

“Jestem starszy niż wyglądam, chłopcze”

„Może i tak. Ale po tym co widziałem to najstraszniejsza w tobie jest garderoba”

Wkurzony Seward zamachnął się na Xandera. Był szybki ale zanim uderzył Xander zanurkował w lewo i uderzył kołkiem. Seward przewrócił się na plecy z zaskoczonym wyrazem twarzy zanim rozpadł się w pył.

“To jak jazda na rowerze” prychnął Xander.

Po drugiej stronie sali wampiry zbliżały się do Willow.

„Stójcie” uniosła dłoń ‘Bo za chwilę...”

Gretz i pozostałe wampiry spojrzały nad jej ramieniem i zaczęły się wycofywać widząc śmierć Sewarda. Kiedy uciekali Willow zawołała

„Właśnie tak krwiowijcy....e... pijcy. Uciekajcie. Wiedzą co dla nich dobre” mruknęła. Nieświadoma dlaczego się wycofali wróciła na salę.

„No, to było dobre” powiedziała Faith siadając na stole bilardowym i zapalając papierosa gdy rozglądała się po pobojowisku.

“Jak za dawnych dobrzych czasów, co, Xander?” zapytała Willow.

„Ta, przypomniałem sobie dlaczego rzuciłem tą robotę” powiedział odrzucając kołek.

Rowena oparła się o stół „To było badziewie”

“Taa” powiedziała Rona “Ale nikomu nic nie jest. To się liczy”

“Proponuję przenieść imprezę do domu” powiedziała Faith. „Hej, mała, skoro ty prowadzisz to zatrzymamy się przed monopolowym. Willow kupi nam alkohol, skoro teraz już może legalnie. A jak dojedziemy do domu i będziesz chciała sobie golnąć obiecuję że nikomu nic nie powiem”

„Nic się dzisiaj nie nauczyłaś, Faith?” zapytał Giles.

„Tak!” Faith zeskoczyła ze stołu i chwyciła Xandera pod ramię „Pić tylko w domu, jak mówiłeś. Wszyscy, do Rady!”

Cięcie do

Wnętrze

Rada Obserwatorów – Jadalnia

Ranek

Willow dociągnęła się do stolika z kawą i wzięła kubek od Andrew

„Wszystko okej, Willow?”

 

„Ah ha” wymamrotała pociągając łyk. Spojrzała na Gilesa i Rowenę wchodzących do jadalni i przyłączających się do stołu najstarszych Pogromczyń. „Andrew, możesz zrobić jeszcze trochę tego lekarstwa na ból głowy, proszę? Będę potrzebować sporo”

“Oh, jasne” powiedział I wybiegł z jadalni.

„Zdajecie sobie sprawę że to straszna strata czasu” jęknął Giles kiedy dołączyła do nich. „Nikt dzisiaj nic nie zrobi i...”

„Mów za siebie, chłopie” roześmiała się Faith. „Ja się czuje świetnie”

„Piekielne pogromczynie i ich leczenie” wymamrotał.

“Małe zalety” uśmiechnęła się “A tak poza tym, ładny kolczyk”

Giles spojrzał na nia nieprzytomnie „O czym ty....” chwycił się za ucho. „Dobry boże!”

„O tak” powiedziała Rowena. Mogę to odzyskać?”

Giles zarumienił się i podał jej kolczyk.

Pomimo kaca Willow zachichotała. „Powinieneś nosić jeden na stałe, Giles. Dobrze wygląda. Bardzo seksy”

„Taa” zgodziła się Faith. „Ale nie tak skesy jak ta naga panienka wytatuowana na twoich plecach, Will”

„co?” oczy Willow rozszerzyły się w panice „Co?”

„Żartuję, Ruda” zaśmiała się Faith „Nie ma tatuażu.”

„Bogini. Nie rób tego więcej.”

„Cóż, czas zebrać oddziały i zabrac się do pracy” powiedziała Faith. „Niektórzy z nas mogą”

Trójka obserwatorów siedziała przez chwilę w milczeniu zanim nie przyszedl Andrew I nie podał każdemu filiżanki lekarstwa.

„Ak, gorzkie” poskarżył się Giles.

„Taa, ale lepsze od kaca” wytknął Andrew. „Powinniście się trzymac ciasteczek”

„Jak tam z Kennedy?” zapytała Rowena kiedy Andrew odszedł.

„Okej. Chyba. Rozmawiałyśmy I chyba jest lepiej. Zostawiła mi kartkę że wychodzi pobiegać”

“Dobrze” powiedziała Ro “Cóż, pójde podziękowac Andrew za lekarstwo a potem się prześpię.

„Dobry pomysł” powiedział Giles żeby odpocząć zanim Xander wyjedzie”

Willow wypiła swoją herbatę patrząc jak wychodzą.

Cięcie do

Na zewnątrz

Rada Obserwatorów – Parking - Zmierzch

Samochód Xandera był zaparkowany przed wejściem. Rona, Vi i pozostałe pogromczynie pożegnały się i poszły na kolację. Andrew wyglądał smutno, ale uścisnął jego rekę i wszedł do środka.

Rowena zarumieniła się nieśmiało kiedy ją uściskał :Dzięki za pomoc” powiedział. „Nabijaj się z Gilesa a kiedy wrócę zabawimy się razem jego kosztem”

„Okej” powiedziała cofając się „Powodzenia Xander”

„Faith” powiedział „Powiedz Robinowi że żałuję że się minęliśmy ale zadzwonię do was żeby to nadrobić”

„Jasne, chłopie” powiedziała. „Upewnij się że powiesz Buffy ile traci nie będąc w Cleveland.”

“Jasne” uśmiechnął się I odwrócił do Gilesa. Podał mu rękę ale Giles uśmiechnęła się i odsunął ją lekko zanim go uściskał.

„Trzymaj się” powiedział mu. „Gdybys czegos potrzebował...”

„Wierz mi, wiem gdzie przyjechać”

Patrzyli na siebie przez chwilę zanim Xander odwrócił się ku Kennedy.

“Moge ciebie też uściskać?” zapytał.

Kennedy patrzyła przez chwilę po czym wyjęła ręce z kieszeni i uściskała go sztywno. Willow napotkała spojrzenie Xandera i usmiechnęła się smutno

„Dzięki” powiedział nie puszczając Kennedy przez długą chwilę. „Mam prośbę, dobrze?” zapytał.

“Um, jaką?” zapytała odsuwając się w końcu.

„Zajmij się Willow, dobra? Najważniejsze dla mnie jest to żeby była szczęśliwa”

Kennedy skinęła głową „Okej. Bądź ostrożny, Xander” powiedziała. „Dobry jesteś w walce, ale to niebezpieczny świat” odeszła z resztą grupy zostawiając Xandera i Willow samych na ulicy.

„Więc” powiedziała Willow kiwając się na obcasach, niepewna co zrobić.

“Chono tu” powiedział więc uściskała go mocno.

„Nie chcę żebyś wyjeżdżał, wiesz” powiedziała jękliwie.

„Wiem. Ale obiecałem Buffy. Poza tym, potrzebujesz czasu żeby dogadać się z Kennedy, wiesz, odnowić więzy”

„Wiem” przetarła oczy „Ale będę tęsknić”

“Ja też” powiedział I pocałował ją w czubek głowy. „Do zobaczenia, Will”

Odsunął się a jego oczy zalśniły. Wskoczył do samochodu i zapalił silnik. Poprawił lusterko żeby zobaczyć Willow stojącą na parkingu, przecierającą oczy. Zawahał się ale w końcu ruszył.

Dołączył do ruchu ale Willow nadal stała patrząc, długo po tym jak zniknął za zakrętem.

 

Cięcie do
Wnętrze
Sypialnia Willow – Późnym wieczorem

Kennedy weszła do sypialni I rzuciła płaszcz na krzesło.

„Hej” powiedziała Willow „Jakieś problemy?”

„Żadnych” odparła. ‘Chyba po wczorajszej jatce będzie cicho przez parę dni”

“No.. to dobrze:” powiedziała odkładając szczotkę. „Ty okej?”

„Ta, świetnie” usiadła na łóżku żeby zdjąć buty.

„Dobrze” uśmiechnęła się. Przysunęła się bliżej i usiadła obok. „Niezbyt zmęczona, mam nadzieję” powiedziała bawiąc się kosmykiem jej ciemnych włosów.

Kennedy odsunęła się lekko. „Trochę. Sądzę... wezmę prysznic I uderzę w kimono”

„Oh” powiedziała patrząc jak Kennedy znika w drzwiach łazienki. Z westchnieniem wstała i podeszła do okna. Jej usta drżały kiedy przesunęła palcem po skomplikowanych wzorach szronu na szkle.

Koniec